Kraść jak Gombrowicz

Barbara N. Łopieńska: Lubiła Pani Gombrowicza?
Zofia Chądzyńska: On nie był do lubienia (…) Przychodził do mnie i mówił: idź do kuchni, a ja ci ukradnę parę książek. I kradł. Potem nie zostawiałam go samego w pokoju

Barbara N. Łopieńska, Książki i ludzie, Warszawa 1998.

Zabiłbym się, gdybym to odpowiednio przygotował. Niestety, sprawa nie jest łatwa

Chyba już wam wspominałem, jak dobrze jest mieć jakąś furtkę, na wszelki wypadek. Jestem dosyć tchórzliwy i nie potrafię strzelić sobie w łeb, myślę jednak, że zabiłbym się, gdybym to odpowiednio przygotował. Niestety, sprawa nie jest łatwa. Proszki nasenne, gaz ani tym podobne nie wzbudzają mego zaufania.
Najlepszy wydaje mi się cyjanek; jeśli się nie mylę, śmierć następuje po 6-8 minutach, ale już w pierwszej chwili traci się przytomność. Brak mi tu jednak przyjaciół, którzy mieliby coś do czynienia z takimi rzeczami. Pomyślałem o was. Przypuszczam, że macie odpowiednie dojścia, żeby to dla mnie zdobyć albo, co najmniej, wskazać osobę, która by mi pomogła. Jestem gotowy zapłacić 100 dolarów i więcej.
Sposób przysłania jest najmniej ważny.
Ten list nie jest wcale taki makabryczny, jak się wydaje. Czasem to najlepsze wyjście… W tej chwili ani mi w głowie samobójstwo, ale chcę to mieć przygotowane, głównie dla własnego spokoju.

Witold Gombrowicz