Lake Michigan Merges Into The Bay Of Valparaiso, Chile

the reasons for which our blood is drawn in the prison camps of Lake Michigan are not communicated to us

the reasons for which we are imprisoned are also not communicated to us

it is often said on the shores of Lake Michigan, which is the Bay of Valparaiso, that we will die for reasons we do not understand

we do not understand why we do not understand why we will die

we do not understand why we do not understand why we are imprisoned

we do not understand why we do not understand why we are paid or beaten or loved

we do not understand why last night the authoritative bodies loaded up four ships worth of prisoners and why those boats are half a mile away from the beach, booming dance music, baking in the summer sun

we do not understand why the authoritative bodies don’t sweep the carcasses of the dead pets and washed up animals off the beaches on which we walk and sleep

we do not understand our relationship one body to another

at times the authoritative bodies tell us to touch each other

at times they tell us to feed each other

at times they tell us to beat each other

at times they tell us to pay each other

at times they tell us to protect each other

at times they tell us to kiss each other

at times they tell us to probe each other with forceps, needles, and wooden skewers

at times they force us to force each other to drink dirty purple milk and to eat rotten bread and vegetables

at times they tell us to stick juicy oranges into each other’s mouths

at times they tell us to kick each other and call each other offensive names

at times they tell us to chew and swallow everything

at times they tell us to curse and laugh and hiss

at times they say: pretend you are an immigrant and hiss for us

at times they say: pretend you are not an immigrant and speak as if you are not a communist

or they say: your faces are organs of emotional communication: smile or frown or cry

or they say: pretend you are a machine and that you do not have a soul

or they say: you are nothing more than a piece of data to be aggregated, to be disaggregated, to be sliced and diced into the most minute units so that we can understand how the body and the city and the nation whir and wallow and tick

or they say: you are a human machine and you must explode

there is good money, they say, in emotional responsiveness

and at times they pay us when we laugh or snarl or cry

or they say: there is nothing to be gained from emotional responsiveness

so they beat us when we laugh or snarl or cry

and they say: you have shame in your eyeballs, you have love in our eyeballs, you have pain in your dimples, you have guilt in your mouth, abjection in your lips, joy in your nostrils, anger in your cheekbones, love in the bags under your eyes, passion in your eyebrows, fear in your chin, disgust in your forehead, disaster and promise and despair in the furrows of your face and in the murmuring economies on your rotten carcass tongue

Daniel Borzutzky, The Performance of Becoming Human, 2016.

Noc

Noc drży za oknem, chce przebić moje serce

i wzywać imion, które zbeszcześciłem.

O, te imiona, wyryte na każdym krzyżu i kalające mą codzienną pracę.

Wiem, że wstanę i zniszczę moje łoże,

a razem z łożem marzenia, które wrosły w moje włosy na siedemdziesiąt lat.

Wstanę i powiem swój wiersz

dla żebraków, którzy żyją opuszczeniem,

na ulicach handlowych. Na ulicach,

gdzie w dzień jarmarku kobiety oszukują swoje ciała.

Te ulice stworzone z pszenicy mojego ojca

i z nędzy mojej matki,

która kosą przecięła sobie rękę i wyglądała przy tym

jak samo słońce. –

O, nocy, która przebijasz moje serce

wraz ze wszystkimi, których zbeszcześciłem…

Thomas Bernhard, Noc, [W:] Idem, Śmierć i tymianek, przeł. Sława Lisiecka, Zdzisław Jaskuła, Ryszard Wojnakowski, Wrocław 2015, s. 41.

Wiąz

Znam dno, mówi, dotykam go swym wielkim korzeniem:
Tego się właśnie boisz.
Ja się nie boję; ja tam byłam.

Czy słyszysz we mnie morze,
Jego skargę?
Czy też głos nicości, będącej twym opętaniem?

Miłość to cień.
Leżysz i płaczesz po niej –
Posłuchaj stuku jej kopyt, ona odbiegła jak rumak.

Całą noc będę tak dziko galopować,
Aż twa głowa stanie się kamieniem, a poduszka trawą,
Budząc echa, echa.

Czy mam przynieść ci rytm zatruty?
Ten wielki spokój to deszcz.
Jego owoc: cynowobiały jak arszenik.

Wycierpiałam okrucieństwo zachodów słońca.
Wypaliłam się do korzenia.
Moje czerwone włókna płoną jak druciana ręka.

Rozpadam się na kawałki wirujące jak maczugi.
Tak gwałtowny wicher
Nie zniesie obojętności: muszę krzyczeć.

Księżyc jest tez okrutny; przyciąga mnie
Bezlitośnie, gdyż jest bezpłodny.
Jego blask rani mnie. Być może go schwytałam.

Puszczam go wolno, puszczam wolno.
Okrojonego jak po ciężkiej operacji.
Jak twoje złe sny opętały mnie i wzbogaciły.

Zamieszkuje mnie krzyk,
Nocą wzlatuje,
By wczepić swe haczyki w obiekt miłości.

Przeraża mnie ta ciemna istota
Uśpiona we mnie:
Cały dzień czuję jej delikatne obroty i złośliwość.

Chmury przepływają i nikną.
Czy to twarze miłości blade, bezpowrotnie stracone?
Czy to dla nich niepokój targa mym sercem?

Nie pojmuję nic więcej.
Co to za twarz,
Tak śmiercionośna w gąszczu gałęzi? –

Wsącza swój jad żmii.
Poraża wolę. To poszczególne grzechy,
Co niosą śmierć, śmierć, śmierć.

Tłum. Teresa Truszkowska

Sylvia Plath, Wiersze wybrane, tłum. Teresa Truszkowska i Jan Rostworowski, wybór i posłowie Teresa Truszkowska, Kraków 1975, s. 41-43.

Nocne tańce

Uśmiech padł na trawę.
Bezpowrotnie!

A w czym zagubią się twoje
Nocne tańce? W matematyce?

Tak idealne pętle i spirale –
Z pewnością

Wędrują po świecie, nie będę żyć
Wyzuta z piękna, z daru

Twego oddechu, woni wilgotnej
Trawy twych snów, lilie, lilie.

Ich ciała są obce.
Chłodne zwoje jaźni, kalie,

Tygrysie lilie strojne –
Cętki na rozpostartych płatkach.

Komety
Muszą przebyć taką przestrzeń,

Taki chłód i niepamięć.
Twoje gesty spadają jak łuski –

Ciepłe i ludzkie, ich różane światło
Krwawi i odpada

W czarnej amnezji nieba.
Czemuż mi dano

Te światła, te planety
Spadające jak łaska, jak płatki

Białe, sześcioramienne
Na me oczy, usta i włosy

I nagle topniejące.
Nigdzie.

Sylvia Plath, Nocne tańce, tłum. Teresa Truszkowska, [W:] Sylvia Plath, Wiersze wybrane, tłum. Teresa Truszkowska i Jan Rostworowski, wybór i posłowie Teresa Truszkowska, Kraków 1975, s. 45-46.

Kochanka Norwida

IX. KOCHANKA NORWIDA

moja matka (zamknięta
w Żurawicy, Węgorzewie,
Jarosławiu) zawsze
musiała do kogoś należeć

kogo sobie zmyśliła wyobraziła
lub kto został jej przedstawiony
we śnie (na podobieństwo
Norwida) ale z kim wadziła się

moja matka i w jakim
języku przywitał ją ojciec
niegodziwiec który nigdy
wcześniej nie słyszał o Norwidzie

(27 V 2007)

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Kochanka Norwida, Wrocław 2014.

Jeden plus

Stał się odważny. I należy wyznać,
że się poważnie zainteresował
kobietami. Codziennie zasypia
na wielkim materacu, zostawiając miejsce
co najmniej jednej.

Stał się odważny. Wracając wieczorem
z aryjskiej strony, już po tej, semickiej,
spotkał barmankę z już nieistniejącej
knajpy, nigdy z nią nie zamienił
żadnego zdania, poza zamawianiem.

A teraz gadał. Usiadł z nią w Mleczarni
i gadał. Ona go nazwała
ulubionym klientem. Czemu nie wiedziałem
o tym wtedy? – zapytał sam siebie.
Zaprosił ją do tego pustego mieszkania.

I przyszła! Piła wino i zjadła kolację!
Turbot! Kurki! Makaron! Bób! I papierosy!
I przez chwilę siedziała na jego ogromnym
materacu! I poszła. On zasnął spokojnie,
przez sen jej robiąc miejsce, wsłuchując się w ciszę,

nieprzerywaną dźwiękiem domofonu.

——

3 lipca, gdzie indziej, w kosmosie

Idzie przede mną po schodach.
Jej nogi lśnią od deszczu.
Wyszliśmy z burz i gradobić.

To jest specjalne światło.
To są sekundy specjalne,
abym miał za czym tęsknić.

Prowadzi do swojego
mieszkania, tam się skryję
na chwilę, potem wrócę

w te nawałnice. Lecz teraz
idę za nią po schodach.
Jej nogi lśnią.

Marcin Świetlicki, Jeden, Kraków 2013.