Najstraszliwsze spojrzenie, jakie żywa istota może znieść

Pochyliłem się nad nią, zawołałem ją głośno, po imieniu; i od razu – mogę zaświadczyć bez chwili zwłoki – z jej ust, jeszcze zaciśniętych, wydobyło się coś na kształt tchnienia, oddechu, który powoli przemienił się w lekki, słaby okrzyk; niemal jednocześnie – jestem tego pewien – jej ręce drgnęły, próbując się unieść. Powieki były jeszcze całkiem zamknięte. Ale po sekundzie, może dwóch, otworzyły się nagle, i otworzyły się na coś straszliwego, o czym nie będę mówił, na najstraszliwsze spojrzenie, jakie żywa istota może znieść, i sądzę, że gdybym w tamtej chwili zadrżał i poczuł strach, wszystko byłoby stracone, ale moja czułość była tak wielka, że nawet nie pomyślałem o szczególnym charakterze tego, co się wydarzało, a co wydało mi się czymś całkiem naturalnym z powodu tego nieskończonego impulsu, który prowadził mnie na spotkanie z nią, i wziąłem ją w ramiona, a jej ramiona obejmowały mnie, i od tej chwili ona była nie tylko całkiem żywa, ale też doskonale naturalna, wesoła i niemal ozdrowiała.

Maurice Blanchot, Wyrok śmierci, tłum. Anna Wasilewska.

Lustro, które odcina

Gorgona ma (…) wszystkie cechy straszliwej bestii: olbrzymią głowę, duże uszy oraz rozwartą w przeraźliwym grymasie paszczę, z której lubieżnie wywala wielki ośliniony jęzor, pokazując jednocześnie swe ostre zęby drapieżcy. Zamiast włosów ma zwykle pukle węży, tak sugestywnie przedstawiane w czasach nowożytnych przez Caravaggia (Meduza z 1596 oraz z 1587 roku), Rubensa (Głowa Meduzy, około 1618) czy właśnie przez artystów modernistycznych: choćby Carlosa Schwabego (akwarela Meduza, 1895) i Josepha Müllnera (rzeźba Meduza, około 1909). “Wedle starożytnych widzące oko rzuca światło na to, co widzi” – pisze w Seksie i trwodze Pascal Quignard. Frontisi-Ducroux, analizując kategorię wzroku w sztuce dawnej Grecji, także zwraca uwagę, że zdolność widzenia bywa ukazywana w antyku jako promieniowanie wychodzące z oka. W jednym ze słów opisujących ów proces – czasowniku derkomai – dostrzega zaś ten sam rdzeń, który funkcjonuje w nazwie węża, drakon. Owa zbieżność leksykalna sugerowałaby istnienie pewnego pokrewieństwa między spojrzeniem a ukąszeniem (ściśle: byciem dostrzeżonym przez obraz a byciem ukąszonym). Pokrewieństwo to daje o sobie znać szczególnie wyraźnie właśnie w sposobie funkcjonowania wizerunku Meduzy. Gorgona – “wężowa pani” i “władczyni spojrzenia” – stanowi znak radykalnej inności, wyznacza granicę między tym a tamtym światem, między królestwem żywych a królestwem “martwych głów”. Zwiastuje drastyczne przeobrażenie patrzącego: “Nie można Gorgony ani ujrzeć, ani dać się przez nią zobaczyć, nie upodabniając się natychmiast – przez mimetyczne zakażenie – do owego oblicza śmierci” – pisze Frontisi-Ducroux. “Kastrująca mimesis – ujmie rzecz nieco inaczej Dennis Hollier – lustro, które odcina”.

Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla, Gdańsk 2014, ss. 43-44.