Śpiące piękności

Wraz ze zbliżaniem się starości również Eguchi w bezsenne noce przypomniał sobie czasem jej słowa, zdarzało się, że liczył na palcach swoje kobiety, ale nie poprzestawał na tych, które chętnie by całował, najczęściej snuł wspomnienia o kobietach, z którymi sypiał. Również dzisiejszej nocy wraz z iluzorycznym zapachem mleka z piersi, przywołanym przez śpiącą dziewczynę, przyszła mu na myśl kochanka dawnych czasów. A może to przypomnienie krwi z sutki dawnej kochanki wywołało zapach, jakiego nie miała ta dziewczyna. Być może igranie z pięknościami nie budzącymi się z głębokiego snu daje właśnie tę smutną pociechę starym mężczyznom, że pogrążają się we wspomnieniach dawnych kobiet, które już nigdy nie wrócą. Eguchi natomiast odczuwa raczej spokój serca napiętnowany jednak smutną nutą. Dotknął jej lekko po to, żeby sprawdzić, czy pierś nie jest mokra: nie przyszła mu szalona myśl do głowy, nie zamierzał przestraszyć dziewczyny, w przeciwnym razie zbudziłaby się rano trochę później niż Eguchi i ze zdumieniem spostrzegłaby sączącą się z piersi krew. Piersi dziewczyny były chyba pięknie zaokrąglone, gdyż przyszło mu na myśl to dziwaczne pytanie: dlaczego wśród wielu rozmaitych stworzeń ziemskich tylko piersi kobiety, przedstawicielki rodzaju ludzkiego, w ciągu długiej historii otrzymały tak piękny kształt? Czyż piękno piersi kobiecej nie mogłoby być powodem opromienienia blaskiem chwały dziejów ludzkości?

To samo można chyba powiedzieć o wargach kobiety. Starzec Eguchi przypomniał sobie kobiety w toalecie, to znów kobiety ścierające makijaż przed snem; były wśród nich i takie, których wargi zupełnie bladły po starciu szminki, i kobiety, które wyglądały potem starzej. Twarz śpiącej obok niego dziewczyny tonęła w miękkim świetle z sufitu i w odblasku otaczającego ze wszystkich stron welwetu, trudno więc było stwierdzić, czy dziewczyna malowała się czy nie, ale na pewno nie skubała brwi. Wargi i zęby lśniły świeżością. Jeszcze nie zaczęła stosować tych sztucznych zabiegów, takich jak na przykład perfumowanie ust, więc Eguchi czuł tylko naturalny zapach oddychającej przez usta młodej dziewczyny.

Yasunari Kawabata, Śpiące piękności, PIW 1987

George Perec’s dream #3: The Quest for California

image

The Quest for California

I am with P. and someone else in California. We search for something—what?—for a long time, in vain.
Regardless of your mode of transport, you have to pay a tax to get out of a room in San Francisco.
Will I take an airplane? A train? A car?

There is a desert surrounding San Francisco. Beware of forest fires. For many years, people came by sea (Chinese).
At the top of a hill on the outskirts of town, there is a sort of advertising column with a switch and an electrical wire attached by a very crude splice. Anxiety: it would take almost nothing to set the whole brush on fire.

I take the train. After the long trip across the desert, I am to arrive in Lyons, then somewhere else (Bordeaux? Marseilles? Paris? Not far from Lyons, in any case).
I am alone in a bunk. It seems like we’ve just departed, but the train arrives in Lyons.
I call P., who is in the next compartment. She comes to join me, walking on the steps outside the wagon. Now we are 4 in my compartment: P., me, and two of her girlfriends. The three women undress simultaneously, lifting their blouses over their heads, and wind up on the bunk under the same sheet. They all still have their underwear on. For my part, I’m completely naked; I bunch my underwear and socks into a ball and slide it under a fold in the bed.
I make love to the three women, one after the other.
I notice then that I’m on some sort of wide pedestal and that everyone in the wagon can see us. Not far from us, four men are sitting around a table; they look a bit like gangsters.

Slowly, the train crosses the town of Coursons. I’m surprised: if we’ve passed Lyons, this can’t be Coursons, and yet it is Coursons: P. recognizes it well, me less so, having been there only once. Then the light bulb goes off: it’s Coursons in the Nièvre (and I add: “You don’t know …”), not Coursons in the Yonne.

On a sloping street you can see a sign indicating: Paris (or Marseilles) 4 (a digit in the tens place); a bit later, the confusion (is it 40 … or 49) clears: it’s 41.

Georges Perec, La Boutique Obscure, translated by Daniel Levin Becker, Melville House 2013

image