Celibat

image

Z głębokości wołam do Ciebie, Boże. Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, któż się ostoi? Zaraziłem się grzechem, czytając słowa niepsalmowe, zapisane przez ludzi o nieczystych duszach: „Szukam do seksu dyskretnego chłopaka, faceta, któremu chciałbym obciągać kutaska”, „Jest ktoś chętny do obrobienia gorącej pałki, lizania jajek i dupska. Higiena i dyskrecja gwarantowane i tylko do 14-ej jestem mobilny”, „Jakiś konkret wystawi do polerki żonatemu teraz?”, „Cześć. O 7 będę wracał z pracy. Kto mnie zaprosi na oral może i anal. Czekam na tel. Chętnie dojrzali po 45. roku życia”, „Siemka, kto da obciągnąć w jakimś kibelku w centrum?”.

Słowa te stały się moim powietrzem, rozmyślam o nich dniem i nocą. Ulepiłeś mnie z ducha i ciała. Duch mój ochoczy, ciało słabe. Kiedy przyjdzie wieczór, jadę w ciemność. Na tylnym siedzeniu zapominam się w grzechu. Ale, Boże, mam o wiele więcej powodów do wstydu.

(…)

O tym, że biskup pomocniczy lubi księży, wiedziałem już w seminarium. Wikary z mojej rodzinnej parafii powiedział mi pół żartem, pół serio: „Ale koło pomocniczego to się nie kręć”. Kręcili się ci, którzy chcieli zrobić karierę, i głupie ciotki klotki gotowe dać się przelecieć każdemu samcowi.

(…)

Jest jeden dzień w tygodniu, kiedy wchodzi się do klubu tylko w butach i skarpetkach. Tyle penisów merda wkoło, że po chwili nie zwraca się na nie uwagi. Nie dawaliśmy się wciągnąć w grupowy seks w darkroomie. Kilka razy ktoś mi przejechał po genitaliach i pośladkach, ja zrobiłem to samo, ale na tym się kończyło. No dobrze, chcę być szczery – jeśli nie mogłem wytrzymać, to pozwalałem fajnemu ciału na dotykanie przy pisuarze. Tylko dotykanie, do niczego więcej nie dochodziło. Mnie to całe rozluźnione środowisko trochę odpychało – nigdy nie wiadomo, co ten ładny penis chwilę temu penetrował.

Wracaliśmy nocą. Jeden zawsze musiał być trzeźwy. Proboszcz miał najlepiej, bo rano mógł pospać. Piękniś odprawiał mszę i jechał do pracy w kurii. Ja zapieprzałem do szkoły. Czasami proboszcz dzwonił do dyrektorki i prosił, żeby zorganizowała zastępstwo na religii, bo wikary czymś się zatruł. Przekupywał ją, chwaląc na kazaniach – że dzieci mają wysoki poziom nauczania, że szkoła angażuje się w życie parafii. Dyrektorka chodziła do kościoła, działały na nią takie bzdety.

(…)

Kochają się i zakonnicy. Ojcowie wchodzą w duchowe małżeństwa, wsuwają pod drzwi celi liściki, przynoszą na wycieraczkę pomarańczę, kiwi czy inny owoc. Ci homo są nagradzani przez przełożonych, mają lepsze cele i więcej wyjść na miasto. W jednym z klasztorów osiemdziesiąt procent ojców było homoseksualnych, w tym przeor. Cała prowincja o tym wiedziała, również prowincjał. Przez moment miałem stamtąd chłopaka. Ale postanowił żyć w celibacie.

Diecezjalni nie są lepsi. Biskupi boją się wysyłać księży na studia do Rzymu. Piękniś studiował. Przez rzymskie kluby przewalają się polscy kapłani. Zamiast studiować teologię i filozofię, wpadają w seksoholizm, alkoholizm, narkomanię. Szukają w klubach księży z Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Później załatwiają sobie przeniesienie do Stanów, Kanady, Włoch, Niemiec i tam tworzą związki. Do Polski chętnie sprowadziliby się zakochani w polskim duchowieństwie księża z Afryki, ale polscy księża ich nie chcą. Bo są czarni, biedni, kojarzą się z ludami misyjnymi.

(…)

Nadal jeździłem z proboszczem do klubu na rozbierane imprezy. On krążył po darkroomie. Ja siedziałem przy barze, ciągle ktoś dotykał moich genitaliów. Po pewnym czasie nie zwracałem na to uwagi, chyba że ktoś brał je do ust. Przychodziliśmy do hotelu tak wymęczeni, że zasypialiśmy w ubraniach.

(…)

Jeździłem sam do klubu. Na seks się nie godziłem – ewentualnie wspólna masturbacja. Spotkałem przy barze proboszcza ze swoim nowym wikarym, takim z kategorii ciotki klotki, chyba za karę go dostał. Jednemu i drugiemu przejechałem ręką po trąbie i dupie. Piliśmy wszystko – czysta, piwo, drinki. Poszliśmy do hotelu, był ostry seks. Rano łóżko było zarzygane, nawet moje jedyne majtki były zarzygane. Pierwszy raz w życiu wracałem na plebanię bez majtek.

Proboszcz dzwonił, żebym do nich wpadał. Wpadłem kilka razy, fajny seks z nimi był, proboszcz dbał i o mnie i o Ciotkę Klotkę. Młody załatwił zabawki erotyczne. Poczułem się staro, kiedy instruował nas, jak się czego używa. Zaczął sprowadzać na plebanię osiemnastolatków z okolicy, ale do własnego użytku, co wkurzyło proboszcza i wywalił go z parafii.

Marcin Wójcik, Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu, Warszawa 2017.

This desire is not yours

You’re in a faraway nightclub. People can barely hear each other. They have to shout in others’ ears. You weren’t shouting. You were quiet. Letting the others around the table scream their heads off, deafening each other. In the space of the hour you had already spent there, your distress had intensified. Your exasperation, perhaps. But can one tell distress from exasperation, from melancholy?

Seated next to C, you weren’t looking at her. You were simply feeling the presence of her body to your left. Sometimes her perfume, in waves.

You were attempting to measure, minute by minute, the tightening stranglehold of an exasperatedly physical desire, which you feel minute after minute becoming all the more unbearable, astonishing in its ability to grow, in its paradoxical ability to nail you there in a near-complete paralysis. You didn’t, and still don’t, remember having ever felt such a tyrannical desire. You were tracking its progress, its ascent. It had split your body in two: an abstract, imperceptible body, doubling another that was strained, steeled, exacerbated, a paradox of petrification and pulsation. You couldn’t steer your thoughts away from it, so much was this other body invading you. You witnessed, powerless, motionless, your own colonization by an inexplicable and obscene desire that your willpower was failing to keep in check, to contain, to purge.

This wave of inhuman desire was mounting, against you, against your better judgment. A night with C was not at all your intention. Hadn’t she already once made a pass at you, which you had declined? For you simply did not find C appealing at all. You had even sometimes felt repulsion toward her body.

But desire, like repulsion, is without reason and defies explanation. Nor does repulsion cancel out desire.

How can you feel such a pressing, devastating desire for a woman you don’t even find attractive? A woman who does not fit any of your types… Hence your distress.

You were now intent on looking at her, scrutinizing her, identifying all of the reasons to lose your hard-on. You told yourself that her mouth was unappealing, that her features were too coarse for your taste, that her body, though supple, did not have the naïve delicateness or the energetic grace that usually excited you, that her manner, her gestures lacked the neatness, the discretion capable of seducing you.

You sought out the defects, inventoried the adjectives that might vanquish your desire. But this damned desire remained recalcitrant to all your curses and even to your denigrations.

Therein lies your melancholy: this desire is not yours. This desire cares nothing for you. Unrelenting, blind, deaf, brutal, offering no way out. A desire rising against your body’s will, and your body itself the traitor thwarting its own defense.

Then, maybe, could you divert it? You had started cultivating the hope that C was only the accidental object, not the source, of this desire. And even then, still interchangeable. You had looked around for other women. Asking yourself, of all of them, which would hold the greatest likelihood of being attractive to you. None. So pick at random, any one of them. Then you could begin to think of this other woman, to apply yourself to this task, to draw this unknown woman toward the center of gravity of the desire preoccupying you. So that her image would be caught in its magnetic field. But no, nothing. Not the least pull of attraction. The gaze and the flesh do not belong, it seems, to the same body: the image of the unknown woman and the pulsing of desire, each the center of different galaxies or parallel universes.

Anne Garréta, Not One Day, trans. by Emma Ramadan and the Author, 2017.