Obraz nie taki jak inne

We wszystkich książkach znajdowałem ciągle te same informacje, ubarwione czasem niepoważnymi, a nawet nieprawdopodobnymi przypuszczeniami, których autorzy nie wahali się przedstawiać jako prawdziwe. Przede wszystkim napotykałem identyczne białe plamy – koszmar biografów i historyków – owe okresy, w których gubi się wszelki ślad dzieła, i nie mając innego wyjścia, trzeba zadowolić się przypuszczeniami o jakiejś jego potajemnej, chaotycznej i tajemniczej wędrówce. W wypadku każdego innego słynnego płótna najpewniej zajęto by się rozwiązywaniem owych małych czasowych zagadek. Początek świata jednak nie jest obrazem takim jak inne, zajmuje wyjątkowe miejsce w zachodniej sztuce, ponieważ nie posługując się żadnym historycznym czy mitologicznym alibi, bezkompromisowo ukazuje nie tylko łono jakiejś kobiety, ale ŁONO KOBIECE, a nawet więcej – wszystkie żony, kochanki i matki. Potężna symbolika, która może przerażać (oczywiście mężczyzn). Drastyczny temat, szokująca prowokacja, błahy szkic pornograficzny, płótno godne co najwyżej tego, by znajdować się w specjalnych zbiorach kolekcjonera erotomana – takie prawomyślne opinie powtarzano w kółko przez wiele lat. Fakt, że tego rodzaju temat krążył po kryjomu, wynikał zatem z normy, jeśli nie z logiki, a owe liczne białe plamy pozwalały bujnym wyobraźniom snuć najprzeróżniejsze fantazje.

Intuicja podpowiadała mi jednak, że zdrapując trochę werniksu konwencji, można by wypełnić całkowicie lub częściowo owe puste miejsca i zrekonstruować historię tego obrazu. Przecież na to zasługiwał!

Thierry Savatier, Początek świata. Historia pewnego obrazu Gustave’a Courbeta, Gdańsk 2015

“Pijmy i kochajmy – w tym cała mądrość!” Taki był pogląd najmłodszych. Któryś do mnie zagadał:

– Od dłuższego czasu widuję cię w jednym jedynym teatrze, i to za każdym razem, kiedy tam zaglądam. Dla której tam chodzisz?

– Dla której?… – Nie sądziłem, by można tam było chodzić dla innej. Wyznałem jednak jej imię.

– Ach tak! – odparł z politowaniem. – To popatrz sobie na tego szczęśliwca, który właśnie ją odwiózł do domu i który, szanując zasady naszego kółka, odwiedzi ją zapewne dopiero nad ranem.

Całkiem spokojnie obróciłem wzrok na wskazaną osobę. Był to elegancki młodzieniec o poprawnych manierach, miał bladą, nerwową twarz, a w oczach smutek i łagodność. Rzucał złote monety na stolik do wista i obojętnie je przegrywał.

– Jakie to ma znaczenie – odparłem – ten czy kto inny? Ktoś być musi, ten wydaje mi się godnym wyborem.

– A ty?

– Ja? Ja ścigam obraz, nic więcej.

Nerval, Śnienie i życie, tłum. Ryszard Engelking i Tomasz Swoboda, słowo/obraz terytoria 2013, s. 31