That’s why people fight us

Here in the ward, we outnumber them. They may walk around with charts and fancy white outfits, but we’re all starving to death. Sure, the IVs fatten us up for a while, but then we go home. Then we resume life as we know it. Life as a battle of will. And we’re winners.
That’s why people fight us. No one likes to see a young girl win. We’re supposed to be nice, well-behaved things. Pliable, fearful things that cry a lot, especially when we have our periods. I don’t get my period anymore. I haven’t bled since I was fourteen.
It happens in high school. Other girls start losing all their power—other girls start only caring about boys—they get fat and self-conscious, their grades slip. They hang out with each other, stuffing their faces with Twinkies and chips. They lie around, watching movies, saying oohh, I wish I was Winona Ryder. She’s so skinny.
They become shy and don’t talk much in class. When a teacher calls on them, they giggle and don’t know the answer. They’re too busy dreaming about being a movie star. Dreaming about an ass they’ll never have.
Not me. I’ve never lost power. In high school, I got straight A’s. I ran on the cross-country track team. I had the lead in every play, I ran the student council, I tutored the learning disabled, I did everything and then some. At home, I came in when I wanted, I bought all the clothes I wanted, I wore all the make-up I wanted.
And I fucked any guy that I wanted. I fucked the quarterback, the editor of the school paper, and the richest guy in the entire school. I count every bite of every thing I eat. I had a notebook for a while, where I wrote it all down. Half an apple. Two bites of toast. What can I say? Self-control doesn’t begin to describe my power.
Oh, here they come again to go check on the new girl. Cute thing.

Paula Bomer, Inside Madeleine, Soho Press (May 13, 2014).

Now that I have been here for a little while, I can say with confidence that I have never been here before

A Woman, Thirty

A woman, thirty, does not want to leave her childhood home.
Why should I leave home? These are my parents. They love me. Why should I go marry some man who will argue and shout at me?
Still, the woman likes to undress in front of the window. She wishes some man would at least look at her.

***

The Bad Novel

This dull, difficult novel I have brought with me on my trip—I keep trying to read it. I have gone back to it so many times, each time dreading it and each time finding it no better than the last time, that by now it has become something of an old friend. My old friend the bad novel.

***

Bloomington

Now that I have been here for a little while, I can say with confidence that I have never been here before.

***

I Ask Mary About Her Friend, the Depressive, and His Vacation

One year, she says
“He’s away in the Badlands.”

The next year, she says
“He’s away in the Black Hills.”

Lydia Davis, Can’t and Won’t: Stories, Farrar, Straus and Giroux; First Edition (April 8, 2014)

Fariña: Jestem Drakula, zajrzyjcie w me oczy

Do Aten, więc.

Młody Gnossos Pappadopoulis, włochaty Kubuś Puchatek, strażnik ognia, wracał z dalekiego rejsu po asfaltowych morzach wielkiej ziemi jałowej. O amerykańskie szosy, czterdziesta i nieprzejednana sześćdziesiąta szósta, do domu, do wąwozów lodowcami wyżartych, do palczastych jezior, do złotych dziewcząt z Westchester i Shaker Heights. Oto ja, krzykliwy kłamca, tupiący buciorami, myślami pogrążony w knowaniach.
Do domu, do Aten, gdzie Penelopa pokłada się w ekstazie egzaltowanej niewierności, gdzie Telemach nienawidzi swego ojca i wymierza mu kopniaka w krocze, gdzie stary, wierny Argos truchtem biegnie przywitać strudzonego pana i zanurza kły w zdrętwaiłej od skurczu nodze, a piana jego zaraża jakimś potwornym, dzikim wodowstrętem. Ach witajcie,
bo dom jest wariatem,
dom ze snów jego
i Satyra
gdzie młócka trwa,
czy słońce jest czy niepogoda, bowiem w tej pagórkowatej krainie geologicznych naprężeń i uskoków, deszcze bywają obfite.
Wdziera się na najbardziej urwiste wzniesienie, spychając podkutymi butami kopce zbrukanego żużlem śniegu, śmierdzący dziczyzną i królikami, oddech zionie anyżkowym odorem jakiegoś orientalnego trunku. Nikt go nie widział (a jeśli widział, to i tak nie dawał wiary niemożliwemu, bo wieści głosiły, że zmarł z pragnienia, z przetrąconym kręgosłupem u podnóża Bright Angel Trail, a oczy wyżarły mu dzikie osły z Wielkiego Kanionu; zaatakowany przez bandę wytatuowanych pachucos – zginął w Nowym Meksyku, przypalony tysiącem papierosów nasączonych wodą królewską; pożarty przez rekina w Zatoce San Francisco – nogę wyrzuciło na brzeg w Venice West; G. Alonso Oeuf twierdzi, że zamarzł na amen w górach Adirondack), utykając oddala się od krainy jezior (widziano go siedzacego w pozycji lotosu na posłaniu ze sprężystych świerkowych gałęzi, z tajemniczym znakiem na czole – tam, gdzie winno znajdować się trzecie oko, zupełnie nagiego, z erekcją, odnaleziony przez Córy Amerykańskiej Rewolucji wypatrujące ptaków podczas zimowej wycieczki).
Jestem niewidzialny, myśli często. I Wolny. Przyznano mi immunitet, gdyż nie tracę nad sobą kontroli. Biegun swój wybieram aktem woli, bowiem nie jestem zjonizowany i nie posiadam wartościowości. Możecie nazwać mnie obojętnym i niewyróżniającym się, lecz strzeżcie się, bom jest Cień, gotowy do zmącenia jasności umysłów człowieczych. Któż wie, jakie zło skrywa się w ludzkich sercach? Jestem Drakula, zajrzyjcie w me oczy.

Richard Fariña, Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej, tłum. Tomasz Kłoszewski, Łódź 2014.