Now that I have been here for a little while, I can say with confidence that I have never been here before

A Woman, Thirty

A woman, thirty, does not want to leave her childhood home.
Why should I leave home? These are my parents. They love me. Why should I go marry some man who will argue and shout at me?
Still, the woman likes to undress in front of the window. She wishes some man would at least look at her.

***

The Bad Novel

This dull, difficult novel I have brought with me on my trip—I keep trying to read it. I have gone back to it so many times, each time dreading it and each time finding it no better than the last time, that by now it has become something of an old friend. My old friend the bad novel.

***

Bloomington

Now that I have been here for a little while, I can say with confidence that I have never been here before.

***

I Ask Mary About Her Friend, the Depressive, and His Vacation

One year, she says
“He’s away in the Badlands.”

The next year, she says
“He’s away in the Black Hills.”

Lydia Davis, Can’t and Won’t: Stories, Farrar, Straus and Giroux; First Edition (April 8, 2014)

Fariña: Jestem Drakula, zajrzyjcie w me oczy

Do Aten, więc.

Młody Gnossos Pappadopoulis, włochaty Kubuś Puchatek, strażnik ognia, wracał z dalekiego rejsu po asfaltowych morzach wielkiej ziemi jałowej. O amerykańskie szosy, czterdziesta i nieprzejednana sześćdziesiąta szósta, do domu, do wąwozów lodowcami wyżartych, do palczastych jezior, do złotych dziewcząt z Westchester i Shaker Heights. Oto ja, krzykliwy kłamca, tupiący buciorami, myślami pogrążony w knowaniach.
Do domu, do Aten, gdzie Penelopa pokłada się w ekstazie egzaltowanej niewierności, gdzie Telemach nienawidzi swego ojca i wymierza mu kopniaka w krocze, gdzie stary, wierny Argos truchtem biegnie przywitać strudzonego pana i zanurza kły w zdrętwaiłej od skurczu nodze, a piana jego zaraża jakimś potwornym, dzikim wodowstrętem. Ach witajcie,
bo dom jest wariatem,
dom ze snów jego
i Satyra
gdzie młócka trwa,
czy słońce jest czy niepogoda, bowiem w tej pagórkowatej krainie geologicznych naprężeń i uskoków, deszcze bywają obfite.
Wdziera się na najbardziej urwiste wzniesienie, spychając podkutymi butami kopce zbrukanego żużlem śniegu, śmierdzący dziczyzną i królikami, oddech zionie anyżkowym odorem jakiegoś orientalnego trunku. Nikt go nie widział (a jeśli widział, to i tak nie dawał wiary niemożliwemu, bo wieści głosiły, że zmarł z pragnienia, z przetrąconym kręgosłupem u podnóża Bright Angel Trail, a oczy wyżarły mu dzikie osły z Wielkiego Kanionu; zaatakowany przez bandę wytatuowanych pachucos – zginął w Nowym Meksyku, przypalony tysiącem papierosów nasączonych wodą królewską; pożarty przez rekina w Zatoce San Francisco – nogę wyrzuciło na brzeg w Venice West; G. Alonso Oeuf twierdzi, że zamarzł na amen w górach Adirondack), utykając oddala się od krainy jezior (widziano go siedzacego w pozycji lotosu na posłaniu ze sprężystych świerkowych gałęzi, z tajemniczym znakiem na czole – tam, gdzie winno znajdować się trzecie oko, zupełnie nagiego, z erekcją, odnaleziony przez Córy Amerykańskiej Rewolucji wypatrujące ptaków podczas zimowej wycieczki).
Jestem niewidzialny, myśli często. I Wolny. Przyznano mi immunitet, gdyż nie tracę nad sobą kontroli. Biegun swój wybieram aktem woli, bowiem nie jestem zjonizowany i nie posiadam wartościowości. Możecie nazwać mnie obojętnym i niewyróżniającym się, lecz strzeżcie się, bom jest Cień, gotowy do zmącenia jasności umysłów człowieczych. Któż wie, jakie zło skrywa się w ludzkich sercach? Jestem Drakula, zajrzyjcie w me oczy.

Richard Fariña, Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej, tłum. Tomasz Kłoszewski, Łódź 2014.