Polizał więc

Jakaś ręka na kroczu – zerwał się gwałtownie, otwierając oczy.

Śmiech Jennifer.

– Wyglądałeś tak spokojnie – powiedziała.

Zrobiła krok do przodu i wyrwała kabel od słuchawek z odtwarzacza. Dźwięki fal w kiepskich głośnikach brzmiały teraz jak szum radiowy.

– Naprawdę piękne – powiedziała.

Galen wcisnął stop i guzik play wyskoczył.

– Czytasz o mewach – mówiła Jennifer – i słuchasz morza. To jak to jest, że siedzisz teraz w górach?

Pachniała kokosem, miała mokre włosy i błyszczące niebieskie oczy. Usiadła na łóżku, a Galen patrzył na jej piersi pod T-shirtem.

– Medytowałem – powiedział.

– Chyba o nich – odparła Jennifer i złapała się za piersi.

Usiadła na Galenie okrakiem, podniosła T-shirt i wcisnęła mu biust w twarz.

Była wciąż gorąca po kąpieli, wilgotna, ale w chłodnym powietrzu sutki szybko stwardniały. Kołysała się w przód i w tył, uderzając o policzki Galena piersiami tak miękkimi, tak niewiarygodnie miękkimi. Złapał w usta sutek, nie był pewien, co robić, ale objął go ustami, ostrożnie, by nie zahaczyć zębami, i zaczął ssać.

– Mhm – mruknęła Jennifer. – Trochę dziwnie, ale fajnie. Lubię ten wąsik. Teraz tylko poliż.

Polizał więc.

– To też fajne. Okrążaj sutek językiem.

Złapała pierś i wsadziła mu ją do ust.

– Mhm.

Spodobały mu się małe guzki wokół sutka, ale odsunął twarz.

– Cicho – szepnął. – Twoja mama usłyszy.

– Poszła na spacer. Jesteśmy sami.

– Rany.

– No, może tym razem ci się poszczęści.

– Mam nadzieję – odparł Galen. – Mam nadzieję. – I znowu miał jej pierś w ustach.

– Poczekaj moment – powiedziała Jennifer, zeszła z łóżka i poszła na dół.

– Co się stało?

Wróciła z kasetą magnetofonową.

– The Cars – wyjaśniła. – Lubię ich słuchać w trakcie seksu.

– W trakcie seksu – powtórzył.

– To twój szczęśliwy dzień – dodała. – Ostatni dzień prawiczka. Wychodzi na to, że innego fiuta tu nie znajdę, a mam ochotę. Teraz jestem bogata. Zdeponowałyśmy właśnie w banku czek na dwieście tysięcy dolców.

– Dwieście tysięcy?

– No.

– O kurwa.

– Kupimy dom – mówiła. – I pójdę na studia. I nie będziemy już musiały żreć się z twoją matką. A babka może sobie umierać, stara suka. Już nigdy nas nie zobaczy. Ty też nie. No więc to jest twój szczęśliwy dzień. Najlepsza cipka, jaka ci się trafi. Nawet Budda by ją przeleciał.

David Vann, Brud, tłum. Dobromiła Jankowska.

Mapa połączeń

Miłość to mapa połączeń (poruszeń, gestów, wyładowań, odruchów, paroksyzmów, dreszczy), przez pewien czas regulująca proces wytwarzania afektów. Funkcjonowanie tego elektryczno-komórkowego obwodu przypomina toniczną i kloniczną fazę napadu padaczkowego z jednej strony, a skurcze mięśni i bicie serca z drugiej. Przepływ prądu elektrycznego między błonami. To układ rytmicznych ruchów, z konieczności regularne wytwarzanie intensywnych afektów, i nie ma tu większego znaczenia ich pozytywny czy negatywny ładunek. Miłość, protetyczny układ psychosomatycznych informacji, przeobraża nas w uzależnione, cybernetyczne bestie. Osoba zakochana przypomina laboratoryjnego kota, nad którym badania prowadził Norbert Wiener, gdy pracował w Fundacji Rockefellera po II wojnie światowej. Mózg usunięty pod miejscowym znieczuleniem zastąpiono u tego zwierzęcia mikroczipem, podłączonym elektroniczne do technoożywionego zewnętrznego organizmu. W epoce Prousta mechanizm pisania / czytania był jedyną dostępną metodą protetycznego przeszczepu podmiotowości. Po wynalezieniu bomby wodorowej i wysyceniu ciał, domów i całych miast mediami i informacją te protetyczne systemy obejmują dzisiaj ogólnoświatową wzmocnioną sieć cybernetyczną. Bycie zakochanym oznacza dziś nieuchronne komunikowanie się z całą planetą. Włączanie się w jej wszechświadomość.

Miłość to nieodmiennie cybernetyka nałogu. Skończyć z uzależnieniem od kogoś, dla kogoś, uczynić kogoś obiektem uzależnienia albo samej_mu uzależnić się dla kogoś od trzeciej substancji. Od niej, ode mnie, od testosteronu. Testosteron i ja. Ona i ja. Ona albo testosteron. Ona = testosteron. Wytwarzać albo przyjmować testosteron. Odstawiać testosteron dla niej. Przyjmować od niej jej testosteron.

Paul B. Preciado, Testo ćpun. Seks, narkotyki i polityka w epoce farmakopornografii, tłum. Sławomir Królak, Warszawa 2021.

Ból

Ból sam w sobie był ciekawą medytacją. Z wierzchu zawsze potworny, aż człowiek chciał uciekać. Bardzo trudno się nie ruszać, bardzo trudno, przynajmniej na początku, nic nie robić. Ból wywoływał panikę. Ale pod powierzchnią robił się cięższy, tępy i nieskomplikowany. Mógł stać się pewnym punktem skupienia, rzeczą obecną i niezmienną, nawet lepszą niż oddech. W stojakach wspaniałe było to, że rozkładały ból po całym ciele. Galen bał się, że naprawdę uszkodzi sobie kark i plecy, lecz to również był element bólu, strach przed okaleczeniem, trwałą utratą jakiejś części ciała. Nawet owad by tego nie chciał. Nikt nie chciał stracić ręki, nogi albo możliwości używania pleców, dlatego kiedy zbliżamy się do tego momentu, zbliżamy się do czegoś uniwersalnego, a jeśli spojrzymy dalej i uda nam się oddzielić, to może zobaczymy pustkę po uniwersalnym, okolicę prawdy.

Przestań myśleć – powtarzał sobie w duchu Galen. – Myślenie to złuda, okrada cię z bezpośredniego doświadczenia.

David Vann, Brud, tłum. Dobromiła Jankowska.

Nie możesz mieć wszystkiego od razu

Sansara, przywiązanie do świata. Pożądanie było ze wszystkich uczuć najgorsze. Potrzeba, którą Galen czuł w kręgosłupie, przeszywała plecy i szyję, łącząc się w ustach. Szaleństwo, absolutne szaleństwo, czas wlókł się niemiłosiernie. Tylko eunuch mógł poczuć spokój. Wykastrowany. To była najszybsza droga do oświecenia.

Tak naprawdę nie wierzył, że Jennifer przyjdzie, ale jednak przyszła. Weszła po schodach i włączyła lampkę przy łóżku. Przyniosła talię kart, włożyła spódnicę i T-shirt.

– Powiedziałam im, że zagramy sobie partyjkę przed kolacją.

Usiadła na łóżku matki i na nocnym stoliku rozdała karty do bezika. Miała krótką spódnicę, Galen nie mógł się powstrzymać przed podglądaniem. Czuł się zażenowany.

– W porządku – powiedziała Jennifer, rozchylając kolana. – Możesz popatrzeć.

Pod spódnicą nie miała bielizny.

– Mamy kilka zasad – ciągnęła. – Pierwsza: możesz robić tylko to, co każę. Druga: nie możesz wydawać żadnych dźwięków. I oczywiście nie wolno ci nikomu o tym powiedzieć.

– Dobrze – odparł.

– Spójrz na siebie. Co za desperacja. Dwadzieścia dwa lata i nigdy nie dorwałeś się do żadnej cipki. – Uśmiechnęła się.

– Uprawiałaś już seks?

– Oczywiście – powiedziała. – Wszyscy to robią. Oprócz ciebie. A teraz się połóż i trochę się przesuń.

Odsunął kołdrę.

– Nie – zaprotestowała Jennifer. – Zakryj się. A jeśli ktoś wejdzie, to szybko wstań i złap swoje karty.

– Okej – przytaknął. – Ale co robimy?

Weszła na materac, przyklęknęła z rozchylonymi udami nad głową Galena, obejmując ją kolanami, i schyliła się tuż nad jego twarzą.

– Rany – wyszeptał. Wyglądała lepiej niż te kobiety w piśmie, młodziej. – Idealna – dodał. – Taka piękna.

– Nie odzywaj się.

– Mogę dotknąć?

– Możesz.

Dotknął wnętrza jej uda policzkiem, później nosem. Miękkie i ciepłe.

– Zrób to zarostem – zażądała, przejechał więc brodą wzdłuż jej uda.

– Fajnie – dodała. – Obróć głowę na bok i się nie ruszaj.

Zrobił, co mu kazała, i poczuł jej wilgotne wargi sromowe na swoim policzku.

– Papier ścierny – zauważyła. – Lubię tak.

Galen lekko się zirytował, ponieważ z głową obróconą na bok nic nie widział. Jennifer ujeżdżała jego szczękę, właściwie to uprawiała seks bez niego. Obrócił twarz w jej stronę, ale odepchnęła go, kładąc rękę na czole, i dalej ocierała się o jego skórę. Wcale mu się to nie podobało. Miał mokrą twarz z jednej strony.

– Dobra – powiedziała w końcu. Obróciła mu głowę na wprost i usiadła na twarzy. – Możesz polizać.

Galen ledwie mógł oddychać. Poruszał językiem, ale najwyraźniej nie miało w ogóle znaczenia, co robił. Jennifer przesunęła się wyżej, tak że włożył nos do jej środka, zaczęła się więc ocierać o nos. Już nie miał nawet jak polizać jej cipki. Była za nisko.

– Poliż mi tyłek – szepnęła i zdał sobie sprawę, że to właśnie robi. – Tak dobrze – jęknęła. – Dobrze.

Przyspieszyła, mocniej ocierając się o nos, który utknął w tym rytmie, a Galen po prostu lizał dalej.

Niewiele słyszał, gdy Jennifer wbijała jego głowę w poduszkę, gwałtownie się kołysząc, martwił się więc, że ktoś wejdzie po schodach, a oni tego nie zauważą. Łóżko pewnie zaczęło już uderzać o ścianę.

Oddychał przez usta i musiał przełykać ślinę. Miał wrażenie, że tonie. Cała twarz i czoło zrobiły się śliskie.

– Tak dobrze – powtarzała Jennifer. Złapała Galena za tył głowy i przyciągnęła bliżej. – Potrząsaj głową – poleciła. Lizał więc i potrząsał głową w przód i w tył.

– Oooch – jęczała. – Dobrze. Liż dalej.

Zdał sobie sprawę, że zaczął wolniej poruszać językiem. Trudno było robić wszystko jednocześnie: oddychać, lizać, potrząsać głową, próbować używać zarostu.

Uda Jennifer się napięły. Przyciągnęła twarz Galena bliżej i zwolniła. Czuł, jak cała drży. Wepchnęła się w niego mocno raz jeszcze, jakby chciała mu złamać nos, po czym zatrzęsła się w miejscu.

– Oooch – jęczała. – Oooch.

Uniosła się znad jego twarzy i zadrżała jeszcze kilka razy. Mięśnie w jej udach, miękkie linie, piękny róż. Galen nie mógł uwierzyć, że na to patrzy. Na chwilę zwiotczał, ale znowu miał wzwód i nie mógł się doczekać, aż go jej włoży.

Zeszła z łóżka, a on obrócił się na bok, by wytrzeć twarz o pościel. Nawet włosy miał mokre.

– Rany – wystękał.

Jennifer obciągnęła spódnicę i usiadła na drugim łóżku. Galen naciągnął prześcieradło i koc, a kuzynka spojrzała na jego wzwód.

– Sorry – powiedziała – ale skończyłam.

– Co?

– Nie możesz mieć wszystkiego od razu.

– Ale ja nic nie dostałem.

– Roszczeniowiec. Moja matka ma rację co do ciebie. Dostałeś moją cipkę. To więcej, niż sobie zasłużyłeś. Wiesz, ilu chłopaków w szkole zabiłoby, żeby choć zobaczyć moją cipkę?

– Mogę chociaż na nią patrzeć i sobie zwalić?

– Nie. Skończyłam. Bierz karty.

– Kurwa.

– Nie bądź beksą.

Galen poczuł falę gniewu. Ale nie chciał czegoś palnąć. Usiadł więc, oparł się o ścianę na poduszce i podniósł karty.

– No i git – skwitowała Jennifer. – Aha, i chyba wolałbyś umyć twarz przed kolacją.

David Vann, Brud, tłum. Dobromiła Jankowska.

Desire to be consumed

The sound of sucking means many things and all of them are synonymous with hunger. It is no wonder, our obsession with vampires, werewolves, flesh-eating zombies. Lust is also a desire to be consumed. The vampire’s victim is arched in terrified ecstasy. We agree on this fantasy by the billion: devour us, leave us no choice but to surrender. Under my mouth, my beloved squirmed. Her hips rose, shoulders clenched, body resisted and yielded at once. The vampire is all measure and seduction until he tastes and loses control in the ravening.

Melissa Febos, Abandon Me, 2017.

Agnes swirls out her red lipstick

Staring into the dull silver of the elevator doors Agnes swirls out her red lipstick, which she strokes firmly onto her lips, back and forth, a brick the same shade as her penciled-in Marlene Dietrich eyebrows, matching her china doll moon face framed by brazenly red hair carefully flipped up. Agnes’ hair color changed with her whims, more violent seasons than the city’s monochrome. It’s my signature she would say. For someone like Agnes it was important to have a signature. How else will she remember herself?

Kate Zambreno, Green Girl.

Obfitość łez

Usnęła z twarzą zalaną łzami. Jej młodość, daleka od nadwerężenia, wręcz promieniała: trzeba być bardzo młodym i zdrowym, żeby znieść taką obfitość łez; ta jej młodość wywarła na mnie tak niezwykłe wrażenie, że całkiem zapomniałem o jej chorobie, o przebudzeniu i niebezpieczeństwie, które nadal jej groziło.

Maurice Blanchot, Wyrok śmierci, tłum. Anna Wasilewska.

Jeśli mnie pan nie zabije, to mnie pan zabije

Podczas tej sceny J. powiedziała: „Jeśli mnie pan nie zabije, będzie pan mordercą”. Jak przekonałem się potem, analogiczną wypowiedź przypisywano Kafce. Jej siostra, niezdolna do wymyślenia czegoś takiego, przytoczyła mi to zdanie w tej postaci, a lekarz prawie je potwierdził (pamiętał, że powiedziała: „Jeśli mnie pan nie zabije, to mnie pan zabije”).

Maurice Blanchot, Wyrok śmierci, tłum. Anna Wasilewska.

Najstraszliwsze spojrzenie, jakie żywa istota może znieść

Pochyliłem się nad nią, zawołałem ją głośno, po imieniu; i od razu – mogę zaświadczyć bez chwili zwłoki – z jej ust, jeszcze zaciśniętych, wydobyło się coś na kształt tchnienia, oddechu, który powoli przemienił się w lekki, słaby okrzyk; niemal jednocześnie – jestem tego pewien – jej ręce drgnęły, próbując się unieść. Powieki były jeszcze całkiem zamknięte. Ale po sekundzie, może dwóch, otworzyły się nagle, i otworzyły się na coś straszliwego, o czym nie będę mówił, na najstraszliwsze spojrzenie, jakie żywa istota może znieść, i sądzę, że gdybym w tamtej chwili zadrżał i poczuł strach, wszystko byłoby stracone, ale moja czułość była tak wielka, że nawet nie pomyślałem o szczególnym charakterze tego, co się wydarzało, a co wydało mi się czymś całkiem naturalnym z powodu tego nieskończonego impulsu, który prowadził mnie na spotkanie z nią, i wziąłem ją w ramiona, a jej ramiona obejmowały mnie, i od tej chwili ona była nie tylko całkiem żywa, ale też doskonale naturalna, wesoła i niemal ozdrowiała.

Maurice Blanchot, Wyrok śmierci, tłum. Anna Wasilewska.

Green Girls

As she closes her door, she sees Agnes coming out of her room down the hall. A girl like Agnes spends the entire morning putting herself together. Or putting herself back together. Agnes did not wear clothes. She wears a costume. Green girls and their costumes, their trying on of brazen identities. Some green girls very in vogue wear cigarette jeans, but girls like Agnes and Ruth only smoke cigarettes. They are the type of green girls to model themselves on La Nouvelle Vague, they are new and they are vague. They are the type to wear skirts and dresses with stockings, a specific classification. Today Agnes is wearing a tight cherry-red cardigan and a vintage mustard yellow A-line. A darker mustard trench coat. Enormous sunglasses engulfed her face, as if to cultivate an air of mystery.

Kate Zambreno, Green Girl.