W taki dzień można się zakochać

Beztroski dzień. Wiatr, miękki i delikatny na skórze, raczej potęguje, niż łagodzi ciepło słonecznych promieni. Pióropusze grzywaczy wypływają na powierzchnię morza jak świeża farba. W taki dzień można się zakochać. Zdejmuję tenisówki, podwijam nogawki do kolan i brodzę przy brzegu. Podnoszę psa, rzucam go w fale i przyglądam się, jak płynie z powrotem. W taki dzień można się zakochać. Wspomnienie podnieca wyobraźnię. Dawno temu taka swoboda woli była możliwa. To były czasy na uśmiech i śpiew o poranku. Niespieszne tempo życia. Rozpryskuję sobie garść wody na twarzy i zlizuję sól. Uczucie niezaspokojonego popędu. Przegrzebuję piasek na płyciźnie i wyławiam muszelkę w kształcie macicy. Pamiątka beztroskiego dnia. Posłuży mi za symbol, przeciwwagę dla miesięcy cierpienia.

Kay Dick, Oni, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa, Warszawa 2022, s. 65.

Twarze opuchnięte z rozkoszy

Nocą skradają się pod oknami, zaglądają, gdzie się da, wyją, gdy wydaje im się, że wszyscy śpią, rozbijają butelki na mleko, rzucają puszkami piwa i odlewają się pod drzwiami domów. Fizycznie prezentują uniwersalny ideał brzydoty, poruszają się jak postaci z groteski. Wypatrują, czujni węszyciele plewienia, jakim zawsze może zakończyć się audyt. Gdy nic się nie dzieje, robią się nieco marudni i dają upust powściąganemu okrucieństwu, złośliwej brutalności, co może oznaczać zarówno zniszczenie czyjegoś ogrodu, jak i zmęczenie bezpańskiego kota. Jeśli dochodzi do plewienia, wyrajają się na miejscu niszczycielskiej akcji, podnieceni każdym szczegółem tego wydarzenia, z twarzami opuchniętymi z rozkoszy. Tylko wtedy widuje się ich uśmiechniętych. Po wszystkim wyjeżdżają równie ociężale, jak przyjechali.

Kay Dick, Oni, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa, Warszawa 2022, s. 94.