Byłam kurwą, ponieważ byłam samotna

image

W, mój chłopak, powiedział, że jeśli go kocham, to będę się dla niego kurwić. Wiedziałam, że W żyje z kobiet, które trudnią się prostytucją. Nie miałam pojęcia, czy on kiedykolwiek żywił wobec mnie jakieś głębsze uczucia, a jeśli nawet, to na czym owe uczucia polegały. Sama sobie nie mogłam się nadziwić, dlaczego uganiam się za mężczyznami, którym na mnie nie zależy.

To matka, nie ojciec, zdominowała moje świadome życie. Matka, kiedy jeszcze żyła, albo mnie nie zauważyła, albo, jeśli już musiała, to mnie nienawidziła. Chciała, żebym została nikim, albo jeszcze gorzej, ponieważ wraz z moim pojawieniem się w jej łonie, a jeszcze nie na świecie, porzucił ją mąż. To powiedziała mi kiedyś matka, zniewalająco piękna, czarująca i kłamliwa. Kiedy jeszcze żyła.

Nieobecność to imię nie tylko ojca.

Dzieciństwem jest każdy dom publiczny.

Ten, w którym umieścił mnie W, nazywał się Ange.

Poza ścianami domu publicznego mężczyźni boją się i uciekają przed pięknymi kobietami; zniewalającą kobietę, która wiąże się z mężczyzną, musi piętnować jakaś bezcielesna blizna. Pod tym względem moja matka była słaba; jej słabość obróciła się w mój los.

Kobiety za drzwiami burdelu, niezależnie od tego, jak wyglądają w rzeczywistości, w oczach mężczyzn są zawsze piękne. Ponieważ spełniają ich fantazje. Takim właśnie sposobem to, co było znane jako “męski reżim”, oddzielało swój rozum od fantazji na terytorium, któremu nadano miano “kobiecych ciał”.

Byłam jedyną białą w burdelu, dlatego wszystkie pozostałe dziewczyny, łącznie z madam, która swego czasu była mężczyzną, nienawidziły mnie. Szydziły z moich cech charakteru, choćby z mojej uprzejmości. A już najbardziej nie mogły ścierpieć faktu, że to nie ekonomiczna konieczność popchnęła mnie do prostytucji. Dla nich słowo “miłość” nie miało znaczenia. Ja jednak nie dlatego zostałam kurwą, bo kochałam W tak bardzo, że zrobiłabym dla niego wszystko. Wszystko, byle go przekonać, żeby mnie kochał. Miłością, która, przekonywałam się powoli, nie miała mi być nigdy odwzajemniona. Zgłosiłam się do burdelu z własnej woli, ponieważ wierzyłam, że dopiero wtedy, gdy stanę się niczym, zacznę widzieć.

Nie miałam pojęcia, co robię.

Kiedy wstąpiłam do tego domu, madam odebrała mi wszystkie osobiste rzeczy, nawet maleńkie czarne okulary do czytania. Jakby była klawiszką. Jesteś biała, stwierdziła, więc pewnie ci się wydaje, że zasługujesz na coś więcej. Jak choćby na przykład szczęście. Mówiła, że jestem zbyt blada, zbyt delikatna, by znieść życie w takim miejscu.

Inne dziewczyny uważały, że mogę odejść z tego kurwilandu, kiedy tylko zechcę.

Ale ja nie mogłam odejść, ponieważ w domu publicznym byłam nikim. Nie było więc nikogo, kto mógłby odejść.

Była dzieckiem: gdybym się uwolniła od dzieciństwa, nic by ze mnie nie zostało.

Później dziewczyny zaakceptowały we mnie kurwę. Zaczęłam wtedy żałować, że nie kocham mężczyzny, który by mnie kochał.

W dzielnicy slumsów mieszkało mnóstwo wróżek. Kurwy chodziły do nich w chwilach wolnych od pracy. Mimo iż niebawem zaczęłam towarzyszyć moim przyjaciółkom, za bardzo się bałam, by mówić cokolwiek tym kobietom, z których większość była kiedyś w branży. Stawałam w cieniu i rzadko o coś pytałam, ponieważ nie chciałam zdradzić niczego na swój temat. Gdy zagadnęłam wreszcie o przyszłość, tak to zrobiłam, jakby ona w ogólnie nie istniała. Czułam się bezpieczna, znając tylko szczegóły codziennego życia, sracze, defekacje, wszystko to, co jest snem.

Jakby sny nie mogły być czymś rzeczywistym.

Wróżki włóczyły się po ulicach otaczających Ange.

Nie wróżyło to nic dobrego, a jedyna przepowiednia, jaką zapamiętałam, była oparta na karcie z Wisielcem:

Kobieta, która odczytywała karty, próbowała nadużyć mojego zaufania.

– Czy to oznacza, że popełnię samobójstwo? – spytałam.

– Ależ skąd, O. Ta karta mówi, że jesteś martwą osobą, która żyje. Że jesteś zombie.

Ja jednak wiedziałam swoje. Wiedziałam, że Wisielec, inaczej Gérard de Nerval, to mój ojciec i że każdy mężczyzna, którego pierdolę, to on.

Mój ojciec był właścicielem Śmierci, tego kurwilandu. Przesiadywał w swym królestwie nieobecności, sprawując kontrolę nad wszystkim, co nią nie było.

Karty pokazały mi wyraźnie, że go nienawidzę. Gdy jakieś posłanie podróżuje od tego, co niewidzialne, do świata, który jest widzialny, to posłańcem jest emocja. Mój gniew, posłaniec, miał doprowadzić do rewolucji. Mimo że rewolucje są niebezpieczne i to dla każdego.

Ale karty powiedziały jeszcze straszniejsze rzeczy. Powiedziały nam, kurwom, że rewolucja do której lada chwila miało dojść, musi upaść przez swą własną naturę i genezę. Że w chwili jej upadku, w chwili, gdy najwyższa władza jak wąż pożre własny łeb, kiedy ulice zaleje nędza i rozkład, ale inna już nędza i inny rozkład, wszystkie moje sny, sny które są mną, roztrzaskają się na kawałki.

– A wtedy – powiedziała wróżka – znajdziesz się na pokładzie statku piratów.

Te karty, które jeszcze pamiętam, powiedziały mi, że moja przyszłość będzie wolnością.

– Tylko co ja zrobię, gdy na świecie nie będzie nikogo, kto by mnie kochał? Kiedy cała egzystencja stanie się samą wolnością?

Karty pokazywały teraz wizje stresu, choroby, zarazy…

W burdelu przebywałam miesiąc. W nie odwiedził mnie ani razu, ponieważ nigdy mu na mnie nie zależało.

Byłam kurwą, ponieważ byłam samotna.

Wróżka powiedziała mi, że wolna stanę się wtedy, gdy odbędę podróż do krainy umarłych.

Starałam się uwolnić od samotności, jednak nic nigdy nie miało mnie uwolnić od samotności, zanim nie uda mi się uwolnić od samej siebie.

Kathy Acker, Kicia, Król Piratów. Poemat ciała, tłum. Katarzyna Karłowska, Poznań 2002, s. 11-14.