Wiesz, co mam na myśli, bracie? Ten koncert zmienił moje życie

image

STEVE HARRIS Zaraz po incydencie z siecią Hudson’s i MC5 poszedłem na koncert Iggy’ego & The Stooges, który odbywał się w The New York State Pavilion na terenie Targów Światowych na Queensie. Iggy występował w Nowym Jorku po raz pierwszy. Spojrzał na widownię, podłubał w nosie, ktoś cisnął w niego puszką po piwie, Iggy odrzucił ją, zaśpiewał parę wersów, potem w jego stronę poleciała butelka, która się rozbiła, a on rzucił się na scenę i poturlał po szkle, raniąc się na całym ciele.

ALAN VEGA Na scenę wyszedł gość z blond grzywką, przypominający Briana Jonesa. Z początku myślałem w ogóle, że to laska. Miał na sobie poszarpane dżinsy i komicznie wyglądające mokasyny. Wpatrywał się dziko w tłum, a jego wzrok mówił: „Wszyscy wypierdalać!”. The Stooges ruszyli z jednym ze swoich kawałków, a zaraz potem Iggy skoczył ze sceny na beton i zaczął się ciąć rozwaloną gitarą. To nie była inscenizacja, w tym nie było nic z teatru. Teatralny był Alice Cooper z całą swoją oprawą. Z Iggym było inaczej. On nie udawał. To był prawdziwek. Koncert Iggy’ego zakończył się po dwudziestu minutach, a potem jakiś jebany geniusz wpadł na pomysł, żeby puścić z głośników Koncert brandenburski Bacha. Publika obrzucała scenę butelkami i różami. To było coś pięknego, daję słowo. Wiesz, co mam na myśli, bracie? Ten koncert zmienił moje życie, bo dzięki niemu uświadomiłem sobie, że wszystko, co do tej pory robiłem, to badziewie.

(…)

IGGY POP Kiedy przyjechaliśmy do Nowego Jorku, żeby zagrać w Ungano’s, spotkałem się z Billem Harveyem, szefem Elektry, i powiedziałem mu: „Nie jestem w stanie dawać czterech koncertów jeden po drugim bez dragów –i mam na myśli ciężkie dragi. Będzie to kosztować tyle i tyle, potem ci zwrócimy…”. Normalna propozycja biznesowa, no nie? A on patrzy na mnie, jakby mówił: „Chyba się przesłyszałem!”. Ja zaś złożyłem mu oficjalną propozycję i w moim odczuciu było to całkiem logiczne rozwiązanie. Więc spytałem: „Co w tym złego?”.

(…)

RON ASHETON Za każdym razem, gdy graliśmy w Nowym Jorku, na koncert przychodził jeden facet i tak zupełnie z własnej woli przynosił dla The Stooges buteleczkę koksu. Siedzimy więc sobie na backstage’u z Milesem Davisem, a tu wreszcie zjawia się ten koleś i po prostu rzuca towar na stół. Mieliśmy już przygotowane słomki. Tylko sobie wyobraź tę scenę, bo jest przednia: głowa Milesa Davisa tuż obok głów całej ekipy The Stooges i wszyscy jak na komendę wciągają ścieżkę. Po prostu opychaliśmy się tym jebanym proszkiem. Później Miles Davis powiedział: „The Stooges to oryginały –mają w sobie ducha”, czy coś w tym stylu. To było wspaniałe. Stary, moja głowa obok głowy Milesa Davisa!

Gillian McCain, Legs McNeil, Please Kill Me. Punkowa historia punka, tłum. Andrzej Wojtasik.

Idziemy do BURROUGHSA

W marcu 1981 roku zmarł syn Williama Burroughsa, Billy, a William już latem 1978 roku zaczął wracać do ćpania – wskutek pobytu w Boulder po tym, jak Billy przeszedł przeszczep wątroby. Bujał się z punkami z Boulder, którzy, podobnie jak wielu innych, rwali się do załatwiania heroiny Williamowi Burroughsowi.

To było dla nich coś naprawdę szczególnego. Wiesz: „Przyćpałem z Burroughsem”. Czy coś może się z tym równać? To było jak powiedzieć: „Papież odprawił dla mnie prywatną mszę w swoim apartamencie”. To jest coś, no nie? Więc tacy byli ci goście. A gdy William wrócił do Nowego Jorku, inni załatwiali mu heroinę. Całe to środowisko było naprawdę straszne. William najwyraźniej coś przede mną ukrywał i był zupełnie do niczego. I cały czas był totalnie padnięty. A to jest najgorsza rzecz, jeżeli chodzi o ćpunów – to, że są tacy NUDNI. Siedzą i gadają o towarze. Jakby na ten temat było coś jeszcze do powiedzenia.

Tak więc byłem zmęczony całą tą jazdą i czułem, że mam tego dość. Wiesz, minęło pięć lat, wspiąłem się na Mount Everest i nadszedł czas, aby zająć się czymś innym. Chciałem przejść na emeryturę. Chciałem wykonać taki sam numer, jaki wycięła Patti Smith. Więc załadowałem sześciometrową ciężarówkę archiwami i innym badziewiem z The Bunker i ruszyłem przez kraj do Lawrence w stanie Kansas.

Naprawdę nie chciałem zostawiać Williama. W końcu troszczyłem się o niego, kochałem go. Nadal go kocham. Więc tkwiłem w rozkroku: wyprowadziłem się z Nowego Jorku, ale i tak zajmowałem się archiwami, rachunkami bankowymi i wszystkim innym. Ale on mógł mieszkać, gdzie chciał, a ja często tam jeździłem, podróżowaliśmy razem, odwiedzałem go i on mnie też czasami odwiedzał. I szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że zwabię go tutaj, do Lawrence, na emeryturę. Ponieważ w jego wieku i z jego sławą dalszy pobyt w Nowym Jorku stał się dla niego niemożliwy – wypaliłby się, przedawkował albo zapił na śmierć, bo wszyscy przychodzili do niego, każdy chciał się naćpać z Heroinowym Ojcem Chrzestnym, jak go postrzegali. „Idziemy do BURROUGHSA” – jak gdyby to była jarmarczna rozrywka. Tak to prawie wyglądało

Gillian McCain, Legs McNeil, Please Kill Me. Punkowa historia punka, tłum. Andrzej Wojtasik.