Roth: specjalistka od estetyki literatury ekstremalnej

Próżno udawać, że nie przyłożyłem ręki do hodowli tego talentu. Z niewinnych początków wyrachowanej, prowincjonalnej mentalności, łasej na dobrą zdobycz, wyrosło, nie dzięki słabości, lecz właśnie dzięki sile mojego oporu, coś wspaniałego i szaleńczego, olśniewająca, maniacka wyobraźnia, która – pomijając wszystko inne – doszczętnie ośmieszyła moje konwencjonalne akademickie koncepcje fikcyjnego prawdopodobieństwa wraz z eleganckimi, zapożyczonymi od Henry’ego Jamesa formułkami o proporcji, dystansie i umiarze. Kosztowało mnie to sporo czasu, kosztowało sporo krwi; właściwie dopiero gdy zacząłem pisać Kompleks Portnoya, poczułem, że wyrywam się na wolność i przybliżam do wrodzonego Josie daru porażającej śmiałości wyrazu. Była bez wątpienia moim największym w życiu wrogiem, ale – o zgrozo – była też moim najznakomitszym nauczycielem twórczego pisania, specjalistką par excellence od estetyki literatury ekstremalnej. Czytelniku, ja się z nią ożeniłem.

Philip Roth, Fakty. Autobiografia pisarza, tłum. Jolanta Kozak, Czytelnik, Warszawa 2011

Roth: ja-zwierzątko noszące imię jej zmarłego ojca, ja-protoplazma, chłopiec-osesek

To chyba oczywiste, że więź z ojcem nigdy nie była dla mnie tak rozkosznie namacalna, jak kolosalne przywiązanie do matczynego ciała, którego przeistoczoną inkarnacją było lśniące futro z czarnych fok – wykorzystując przywilej beniaminka, wtulałem się w nie błogo w te zimowe niedzielne wieczory, kiedy ojciec odwoził nas z powrotem do domu w New Jersey po urządzanym co pół roku wypadzie do nowojorskiego Radio City Music Hall i chińskiej dzielnicy na Manhattanie: ja-zwierzątko noszące imię jej zmarłego ojca, ja-protoplazma, chłopiec-osesek, początkujący penetrator ciał, podłączałem się każdym swoim nerwem do jej uśmiechu i jej foczego futra, a jednocześnie rezolutne poczucie obowiązku, rygorystyczna pracowitość, niezłomny upór i nieprzejednane animozje, iluzje, niewinność, sojusze, lęki formowały mnie w pierwotną matrycę Amerykanina, Żyda, obywatela, mężczyzny, nawet pisarza, którym miałem zostać. Być w ogóle to być jej Philipem, ale w zawiłych stosunkach z bezpardonowym światem moja historia wyrasta z bycia jego Rothem.

Philip Roth, Fakty. Autobiografia pisarza, tłum. Jolanta Kozak, Czytelnik, Warszawa 2011