Czymś dobrym się udławić

Łóżko, Świetlicowy, Świetlicowa.

ŚWIETLICOWA

A ty wiesz jak bym umrzeć chciała?

ŚWIETLICOWY

Mm?

ŚWIETLICOWA

Jakbym umrzeć chciała.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

Czymś dobrym się udławić.

Cisza.

ŚWIETLICOWY

Czymś dobrym, znaczy?

ŚWIETLICOWA

Serniczkiem Izaura.

ŚWIETLICOWY

Ostatnio się żółtym serem dławić chciałaś.

ŚWIETLICOWA

Żółtym serem też dobrze.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

A u nas życie takie małe.

ŚWIETLICOWY

Powiedzmy. A taki Knauer.

ŚWIETLICOWA

Jakbyśmy radio mieli.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

Człowiek poza światem, to chociaż coś podsłucha. Ja rozmawiałam z Asią, one też słyszała.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

A wiesz? Jakbyśmy my kogoś głupiego znali?

ŚWIETLICOWY

Za wojny ich brali, za wojny te radia dawali.

ŚWIETLICOWA

Ale jakby napisać.

ŚWIETLICOWY

Knauerom nie napisałem.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

A?

ŚWIETLICOWY

Bo na adres jakiś? Do kogo kierować?

ŚWIETLICOWA

A ten Adenauer?

ŚWIETLICOWY

Jaka ty głupia, głupia!

ŚWIETLICOWA

Tak się boję czasem, że nic się nie zdarzy. U nas życie, wiesz? Życie takie małe. Inni sobie żyją, w radiu rozmawiają.

ŚWIETLICOWY

W czym to lepsze?

Cisza.

ŚWIETLICOWY

Jedne i same głupoty.

ŚWIETLICOWA

Ale wobec wszystkich. Tam się chociaż coś znaczy. Są różne audycje.

ŚWIETLICOWY

Boże, daj mi zdrowie.

Cisza.

ŚWIETLICOWA

Do Adenauera też?

ŚWIETLICOWY

Co?

ŚWIETLICOWA

Listy te takie.

ŚWIETLICOWY

Listy?

ŚWIETLICOWA

Te z aktorkami, albo że niesympatyczna twarz jego, twarz taka niesympatyczna, niesympatyczna twarz Adenauera.

ŚWIETLICOWY

I co ja ci z tym zrobię?

ŚWIETLICOWA

A piszesz.

ŚWIETLICOWY

Bo niech wyrzuci z siebie. Niech Knauer wyrzuci, niech wyrzuci Knauerowa. Ale nie ma adresu.

ŚWIETLICOWA

Ogólnie można napisać, a nuż ktoś będzie wiedział.

Weronika Murek, Feinweinblein

Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna 2015, całość dostępna tutaj.

Spieszmy się. Pani wraca

CLAIRE Spokojnie, moja mała, spokojnie… (łagodnie poklepuje siostrę po ramieniu, chcąc ją uspokoić)
SOLANGE Nienawidzę! Gardzę Panią! Już mnie Pani przestała onieśmielać. Przywołaj widmo swego kochanka, niech on cię obroni. Nienawidzę! Nienawidzę Pani piersi pełnej perfumowanych westchnień! Pani piersi… z kości słoniowej! Pani ud… złotych! Pani nóg… z bursztynu! (pluje na czerwoną suknię) Nienawidzę!
CLAIRE (z trudem łapiąc oddech) Och! Och!…
SOLANGE (idąc ku niej, groźnie) Tak jest, Pani, moja piękna Pani. Myśli Pani, że wszystko jej będzie przyzwolone, do samego końca? Że wolno jej będzie zagarnąć dla siebie całą urodę nieba, a mnie wyzuć ze wszystkiego? Dobierać najlepszych perfum, pudrów, szminek, jedwabi, koronek, a mnie pozbawić wszystkiego? I zabrać mi mleczarza? Niech się Pani przyzna! Przyzna do mleczarza! Jego młodość, świeżość wzburzyły Panią? Nie zapieraj się mleczarza. Bo naszej Pani śmierdzi ta biedna Solange.
CLAIRE (w popłochu) Claire! Claire!
SOLANGE Co takiego?
CLAIRE (szeptem) Claire, Solange, Claire.
SOLANGE A tak, Claire. Naszej Pani śmierdzi ta biedna Claire! Oto i ona. Claire. Bardziej klarowna, jaśniejsza niż zawsze. Promienna! (policzkuje Claire)
CLAIRE Ach! Ach! Claire… jak mogłaś… ach!
SOLANGE Czuła się Pani bezpieczna za barykadami z kwiatów, z łaski szczególnego zrządzenia losu a także mojego poświęcenia. Rachunek bez gospodarza! Nie brała Pani pod uwagę buntu sług. I oto bunt nabrzmiewa. Pęknie, a wtedy koniec z Pani przygodą. Pan był tylko marnym złodziejem, a Pani…
CLAIRE Zabraniam ci mówić!
SOLANGE Mnie zabronić! Żarty! Sama Pani zaniemówiła, a jak mieni się na twarzy! Służyć lusterkiem? (wyciąga do Claire ręczne lusterko)
CLAIRE (przeglądając się z upodobaniem) Wyglądam w nim jeszcze piękniej. Niebezpieczeństwo dodaje mi blasku, a Ty, Claire – jesteś samą ciemnością…
SOLANGE …piekieł! Wiem. Znam tę tyradę. Czytam na Pani twarzy, co powinnam odpowiedzieć. Idę więc do końca. Oto dwie służące – wierne służki! Pani będzie coraz bardziej pięknieć, żeby je poniżać. Ale już my się Pani nie boimy. Jesteśmy zasklepione i zespolone w naszych wspólnych wyziewach, w naszych przedstawieniach, w naszej nienawiści do Pani. Oto przybieramy kształt. Proszę się nie śmiać. Ach! nade wszystko niech się Pani nie śmieje z mojego krasomóstwa…
CLAIRE Proszę wyjść.
SOLANGE Żeby Panią obsłużyć, tak! Wrócę do mojej kuchni. Odnajdę tam moje rękawice, odór moich zębów. Niegłośne bulgotanie zlewu. Pani ma swoje kwiaty, a ja – mój zlew. Jestem sługą. Pani przynajmniej nie może mnie zaplugawić. Ale nie weżmie Pani tego, nie weźmie ze sobą do raju. Wolałabym pójść tam za Panią, niż wyrzec się mojej nienawiści. Niech się Pani śmieje, niech się Pani troszkę pośmieje a prędziutko pomodli. Wyczerpała już Pani wszystkie swoje sztuczki, moja droga! (uderza Claire po rękach, Claire osłania gardło) Zabierz łapki, odsłoń tę wątłą szyjkę. Jazda, nie drżyj, nie trzęś się, działam prędko i po cichu. Owszem, wrócę do kuchni, ale przedtem doprowadzę do końca, co mam do zrobienia. (raptem zadzwonił budzik. Solange zastyga w bezruchu. Obie aktorki zbliżają się do siebie. Bardzo wzburzone, przywarły do siebie i nadsłuchują) Już?
CLAIRE Spieszmy się. Pani wraca. (zaczyna odpinać suknię) Pomóż mi. Już po wszystkim, nie potrafiłaś dojść do końca.
SOLANGE (pomagając jej, smutnym tonem) Za każdym razem to samo. Twoja wina. Nigdy nie jesteś gotowa na czas. Nie mogę cię wykończyć.
CLAIRE Najwięcej czasu zabierają nam przygotowania. Weź pod uwagę…
SOLANGE (zdejmuje z niej suknię) Daj baczenie na okno.
CLAIRE …Że mamy jeszcze trochę czasu. Przesunęłam wskazówkę żebyśmy zdążyły wszystko odłożyć na miejsce. (osuwa się znużona na fotel)
SOLANGE Duszny wieczór. Cały dzień był duszny.
CLAIRE Tak.

Jean Genet, Pokojówki, tłum. Aleksander Wat.