Dwa silikonowe baloniki w grobie

Ponadczasowi intruzi, pomyślałam, czekając przed salą operacyjną. I przychodziły mi głowy inne takie rzeczy. Bawiłam się w ich wymyślanie. Żeby nie myśleć o operacji Roniego ani o Juanim, który nadal nie odbierał telefonu. Stent, rozrusznik, jakaś wyrafinowana proteza sprowadzona specjalnie ze Stanów albo z Niemiec. Spirala. Nie, spirala nie, bo jak będę już starszą kobietą, to jej przecież nie będę miała, chyba żebym miała umrzeć w jeszcze płodnym wieku, ale wizja spirali w trumnie tak mnie przerażała, że przegoniłam tę myśl. Zastanawiałam się, czy skoro taki stent czy rozrusznik są przecież wartościowymi przedmiotami, to ktoś je usuwa przed pochówkiem. Taka forma recyklingu. Zdziwiło mnie, że w La Cascadzie nikt nigdy nie wspominał o takim interesie. Ja bym nie pozwoliła, żeby zabrali śruby Roniemu. I wkładki silikonowe też, zdałam sobie sprawę. Silikon to także intruz z poważnymi szansami na przetrwanie. Przetrwa pogrzeb, ciało tracące swoją tkankę, wilgotną ziemię, robaki. W moim grobie ktoś znajdzie kiedyś dwa silikonowe baloniki. I na co to wszystko… W grobach większości moich sąsiadek znajdą się takie same. Wyobraziłam sobie prywatny cmentarz, na którym chowane są kobiety z Altos de la Cascada, cały usiany silikonowymi balonikami pozbawionymi piersi kilka marnych metrów pod nieskazitelnym trawnikiem. Kości, glina i silikon. I zęby. I śruby.

Claudia Piñeiro, Czwartkowe wdowy, tłum. Tomasz Pindel, Katowice 2015.