„Przykro mi, proszę pani, ale »Times« nie może publikować na swoich łamach słów »pierś« ani »rak«”

image

W Ameryce XIX wieku rak był niewątpliwie obecny i zauważalny, ale przeważnie krył się w cieniu chorób znacznie powszechniejszych. W roku 1899, kiedy Roswell Park, znany chirurg z Buffalo, wysunął tezę, że rak kiedyś wysforuje się przed ospę, dur brzuszny i gruźlicę i stanie się najczęstszą przyczyną śmierci w USA, odebrano to jako „dość zaskakującą przepowiednię”, wyolbrzymione spekulacje człowieka, który dniem i nocą operuje chorych na nowotwory. Ale już pod koniec pierwszej dekady XX wieku, po upływie zaledwie dziesięciu lat, słowa Parka brzmiały coraz mniej zaskakująco, coraz bardziej zaś zdawały się prorocze.

Cesarz wszech chorób: żółwia wątroba, maść z oczu kraba

image

Zamiast oddawać swoje życie w ręce takich „nieustraszonych” chirurgów, większość pacjentów wolała zawierzyć Galenowi i zdać się na leki ogólnoustrojowe, by oczyścić się z czarnej żółci. Lekodzieje zaczęli zatem sprzedawać olbrzymi asortyment leków na raka: tynkturę z ołowiu, wyciąg z arszeniku, kieł odyńca, lisie płuco, tartą kość słoniową, łuskany rycynus, mielony biały grzyb z rodziny goździeńcowatych, wymiotnicę, senes i najrozmaitsze środki przeczyszczające. Na uporczywy ból lekami były alkohol i tynktura z opium. W XVII wieku popularność zdobyła maść z oczu kraba, po pięć szylingów za funt – czyli metoda zwalczania ognia ogniem. W kolejnych stuleciach cudowne leki stały się jeszcze dziwniejsze: kozie łajno, żaby, krucze łapki, sadziec, żółwia wątroba, nakładanie rąk, woda święcona czy spłaszczanie guza między dwiema ołowianymi płytkami.

Siddhartha Mukherjee, Cesarz wszech chorób. Biografia raka, tłum. Jan Dzierzgowski i Agnieszka Pokojska, Wołowiec 2013