Czy Białystok pamięta?

– Czasem leżę w łóżku – mówi – i myślę, że najgorszego przestępstwa w historii dokonali ludzie z mojego kraju. Dlaczego nie urodziłem się na Litwie, w Portugalii, w Polsce? Jeszcze w szkole, na początku lat dziewięćdziesiątych, byłem w Sachsenhausen, w Ravensbrück, w Buchenwaldzie, nie byłem tylko w Oświęcimiu i wiem, że to będzie trudne, ale muszę. Nie chciałbym tylko sam tam jechać, może z Żydami pojadę, na Marsz Życia. Miałem już praktykę w Berlinie, w szkole żydowskiej, to był mój pierwszy krok do tego świata, zobaczyłem ich wspólnotę, śpiewałem w jidysz.

– A co tu widzisz? – pytam.

– No właśnie – odpowiada – to dziwne, bo jestem tu kilka dni i zadaję sobie pytanie, czy Białystok pamięta.

Georg stoi pod pomnikiem spalonej synagogi wbitym w parking, niewidocznym, pod obeliskiem bohaterów getta wbitym w osiedle, gdzie trudno trafić. Widzi ślady po mezuzach na domach, ale tak mało tego. Chciałby przenieść się tutaj w czasie, by zobaczyć to bogactwo kultury żydowskiej, bo czuje żal, tęsknotę za tamtym światem, którego pełno było w Polsce przed katastrofą. Chciałby krzyczeć na ulicach: „Ludzie, uciekajcie, bo zaraz przyjdą moi rodacy i zawiozą was do Treblinki!”. A potem zostałby partyzantem. Dobrze, wzdycha, że tu tacy dobrzy ludzie, tylu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Kiwa głową, wilgotnieją mu oczy, popiół mojego papierosa spada na jego but.

Wiśniewski chciał przywrócić to, czego Georg nie mógł znaleźć. W 2009 roku zaproponował władzom miasta, by jedną z ulic nazwać imieniem Nory Ney. Urodzona na Podlasiu na początku XX wieku jako Sonia Nejman uczyła się w elitarnym Gimnazjum Dawida Druskina w Białymstoku dla zamożnych rodzin żydowskich. Występowała w szkolnym teatrzyku, ale ojciec nie chciał słuchać o aktorstwie, planował wydać ją za zamożnego żydowskiego starca. Uciekła z domu przez okno, pojechała do Warszawy, krytyka uznała ją za nową Polę Negri. Miała dziewczęcą twarz i smukłą figurę, była emancypantką, propagowała modę noszenia spodni na wzór Marleny Dietrich. W czasie II wojny światowej została zesłana w głąb ZSRR, po wojnie wyjechała do USA. Ofert żydowskiego teatru w Nowym Jorku nie przyjęła, nie znała jidysz, w Gimnazjum Druskina uczono po polsku. Jej córka Joanna Ney wylobbowała przyznanie Andrzejowi Wajdzie Oskara za całokształt twórczości.

Władze Białegostoku propozycję Wiśniewskiego przemilczały, dostał tylko list od jednego z mieszkańców: „Jak pan śmie proponować nazwę ulicy w Białymstoku nazwiskiem żydówki i dlaczego pisząc o żydach, nie skupia się pan na ich bezsprzecznych zdradach wobec Kościoła i Narodu Polskiego?”.

(…)

95 procent badanych białostoczan odpowiedziało w badaniu, że ich miasto jest zróżnicowane narodowościowo i religijnie. Ale tyle samo w odpowiedzi na pytanie o swoją narodowość podało narodowość polską.

Prawie 40 procent badanych uznało, że Białystok w przeszłości był przede wszystkim polskim miastem.

„Jeśli będziemy dumni – pisze Sztop-Rutkowska – z naszych niemieckich fabrykantów czy żydowskich powstańców w białostockim getcie, to z pewnością łatwiej będzie nam przyjąć nowych mieszkańców, którzy choć wyznają inną religię, inaczej się ubierają i obchodzą inne święta, mogą stać się takimi samymi »mieszczanami« jak my – w naszym wspólnym mieście, wielokulturowym nie tylko »folderowo«. I nie będziemy zdziwieni, w jaki sposób w mieście o tak pięknej wielokulturowej tradycji mogło się zdarzyć coś tak strasznego. Przyszedł czas, by zapełnić folder konkretną treścią”.

– Poczytaj o Żydach – mówi mi Sztop-Rutkowska – na stronach Urzędu Miejskiego.

Czytam. Historia Żydów, których okresami było w mieście nawet 75 procent, została tam umieszczona w podrozdziale poświęconym „mniejszościom”. Są też przemilczenia. W 1919 roku władze polskie włączyły do Białegostoku okoliczne wsie, by w wyborach samorządowych pozbawić Żydów większości w radzie miasta. Na stronie urzędu: „Wszyscy mieszkańcy międzywojennego Białegostoku mieli równe prawa wyborcze, zarówno w wyborach do władz samorządowych, jak i polskiego parlamentu”.

W kalendarium „historii miasta” nie ma słowa o Żydach. Nawet okres wojny, gdy ludność żydowska wyparowała, opisuje zdanie: „1939–1944 – II wojna światowa – represje wobec ludności i zniszczenie 75 proc. białostockiej zabudowy”. Warte za to wzmianki w kalendarium jest wydarzenie z 1992 roku: „Białystok staje się metropolitalną stolicą arcybiskupią”.

W zakładce „tradycje” czytam: „Dzisiejszy Białystok z dumą odwołuje się do swych tradycji, pielęgnując wspomnienie wspaniałych polskich Kresów, gdzie ów tygiel narodów i religii pozostawił po sobie niepowtarzalne zjawiska kulturalne. Białystok jest dziś jednym z ostatnich miast, gdzie owa tradycja jest wciąż obecna w codziennym życiu mieszkańców”.

(…)

Między uniwersytetem, sądem a gmachem nowej, aluminiowo-szklanej Opery Podlaskiej, dumy Białegostoku, stoi zalesiona górka – Park Centralny. Na trzech hektarach wysokie lipy, klony, wypielęgnowane ścieżki, ławki, plac zabaw dla dzieci. Zimą park służy za górkę saneczkarską. Całoroczna atrakcja.

W 2014 roku Tomasz Wiśniewski psuje białostoczanom zabawę. Ujawnia w krótkim filmie, że pod placem zabaw, ławeczkami jest cmentarz żydowski. Pod tonami ziemi stoją w pionie setki żydowskich macew, pod nimi resztki ludzkie owinięte w całuny.

Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć, Warszawa 2015.

fot. Henryk Borawski / CC BY SA 3.0 / Wikimedia Commons