Kiedyś Siemar-Zdrachar psotanowił nawarzyć efki. Ale nie było benzyny, więc w funkcji rozpuchola wziął toluen, metylobenzen.

Efka wyszła zajebista. Wejście długie, odlot miękki. A następnego dnia całe plecy i ręce Siemara-Zdrachara pokryły się wielkimi czerwonymi pryszczami. Które, jakby było mało, jeszcze potwornie swędziały.

Siemar-Zdrachar rozdrapał do krwi całe ręce i plecy, gdzie tylko sięgał. A potem zamotał efkę na benzynie i wszystkie pryszcze znikły.

No, jaka mistyka.

Bajan Szyrianow, Niższa szkoła jazdy, Warszawa 2011, s. 49.

Wróciłem do siebie z uczuciem absolutnej samotności.

Na ogół uczucie samotności w świecie łączy się we mnie z poczuciem wyższości: pogardzam ludźmi, widzę, że są brudni, szkaradni, chciwi, gruboskórni, podli. Moja samotność nie przeraża mnie, jest niemal olimpijska.

Ale wówczas, jak i w innych podobnych sytuacjach, byłem samotny na skutek moich najgorszych właściwości, moich niskich czynów. W takich wypadkach odczuwam świat jako coś obmierzłego, lecz jednocześnie rozumiem, że ja jestem jego cząstką. Wtedy ogarnia mnie furia samozniszczenia, rodzi się pokusa samobójstwa, upijam się, szukam prostytutek. Odczuwam również pewną satysfakcję widząc własną miernotę i przekonując się, że nie jestem lepszy od otaczających mnie nieczystych potworów.

Ernesto Sabato, Tunel, London 1993, s. 77.

Przyznam się, że sam nie wiem, co rozumiem przez “prawdziwą miłość”. O określeniu tym często myślałem, jednak nigdy nie przeanalizowałem zagadnienia do końca. Co miało oznaczać? Czy miłość powinna zawierać w sobie pasję fizyczną? Może szukałem jej w desperackim pragnieniu coraz bliższego zjednoczenia z Marią. Owszem, bywały chwile, kiedy doświadczaliśmy takiego zjednoczenia, lecz w formie tak kruchej, przemijającej, tak nieznacznej, że potem czułem się jeszcze samotniejszy niż przedtem, pełen nieokreślonego niezadowolenia, jakie odczuwamy chcąc zrekonstruować przygodę miłosną doświadczoną we śnie (…)

Oczywiście, płaciliśmy drogo za te chwile, bo to, co następowało potem, było wulgarne i tępe. Wszystko cośmy robili (rozmowa, picie kawy), było bolesne, gdyż podkreślało tylko, jak kruche i przelotne były chwile zjednoczenia.

Ernesto Sabato, Tunel, London 1993, ss. 63-64.

Waham się nazwać pięknym, poważnym słowem “smutek”, to obce mi dotąd uczucie, którego łagodna, bolesna gorycz dręczy mnie nieustannie. Jest ono tak wyłączne, tak egoistyczne, że nieomal wstydzę się go, a uczucie smutku wydawało mi się przecież zawsze godne szacunku. Nie znałam go do niedawna. Znałam raczej nudę, żal, rzadziej wyrzuty sumienia. Teraz coś jak gdyby rozsnuwa się wokół mnie, niby miękka, denerwująca jedwabna zasłona, i oddziela mnie od innych.

Francoise Sagan, Witaj, smutku, Warszawa 1990, s. 7.