Skaza mnie podnieca

Szukam zdjęć ze skazą, skaza mnie podnieca, a nie gładkie przestrzenie skóry, nie ciężka krągłość piersi ani tym bardziej czarny penis jak słoniowa trąba (to u Mapplethorpe’a). Zwyczajność, piękno draśnięte nadmiarem albo niedostatkiem uruchamia nieodkryte pokłady uwagi; niedoskonałości są wciągające.

W tych trzech zdjęciach jest wszystko, czego mi trzeba: niedopowiedzenie, prywatne mauzoleum oszołomienia własną mocą, mała, powiatowa śmieszność i osłabienie najsilniejszych efektów wynikające z oddalenia – z tego, że to się dzieje kiedyś, dawno i na tych zdjęciach wszystko o tym przypomina (piec, chodniki, dziecięce łóżeczko, pozostałości jego ubrania i on, tak ubrany czy może tak rozebrany, wyobrażał sobie, że podnieci tym widokiem, tą kuśką pod fałdami wciąganego brzucha, pod mapą na ścianie i piecem kaflowym?). Nie akt w tym akcie widzę, ale rozpaczliwy autoportret, próbę lustra, zresztą przegraną, a jednocześnie czyn pełen odwagi, do którego nie każdy jest zdolny (a na pewno nie każdy prawnik, na co dzień przesiadujący za przepastnym biurkiem): jest w tych fotografiach fantastyczny zryw wolności, bo musiał wstać, rozebrać się, musiał przesunąć meble i ustawić aparat, naciągnąć samowyzwalacz i zdecydować się na pokazanie, zarejestrowanie wszystkiego. Wracają więc pytania: pokazanie komu właściwie? Sobie? Żonie (miał żonę)? Kochance? Czy może pociągały go inne przyjemności, bardziej tajemne, mniej nadające się do odkrycia przed światem? Skąd mi to teraz wiedzieć?

Wojciech Nowicki, Odbicie, Wołowiec 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *