Nie mogę już wytrzymać w bunkrze

Rosjanie są w Wiedniu i pewnie też już gdzieś w Styrii. Rozmawiałam o wszystkim z Issi. To nie takie proste. Nie wie, czy będzie mogła coś wziąć z szafki z truciznami. Obie boimy się Rosjan. Nie chce mi się wierzyć we wszystko, co ludzie gadają, ale nikt przecież nie potrafi przewidzieć, co z nami zrobią, czy nas zostawią, czy wywiozą na Syberię. Teraz trzeba się już liczyć z najgorszym.

Co zrobisz, gdy ja umrę, Panie… Nie wchodzę już do bunkra. Tschörnerowie zginęli, Ali zmarł następnego dnia. Nasz Ali. Na ulicach nie ma teraz żywego ducha. Dni są takie słoneczne. Ustawiłam krzesło w ogrodzie i czytam. Z całą mocą postanowiłam sobie czytać dalej, gdy nadlecą bomby. Księga godzin jest już całkiem wymięta i pobrudzona. To cała moja pociecha. I Baudelaire! Bientot nous tomberons dans les froides tenebres, adieu vive clarte, nie muszę nawet zaglądać do książki. Wczoraj pojawiła się największa jak dotąd eskadra. Pierwsza poleciała dalej, druga zrzuciła bomby. Huk był tak potężny, że dech mi zaparło, a potem jednak zeszłam do piwnicy, co przecież jest śmieszne w naszym domku, bo nie wytrzymałby nawet małej bomby, a co dopiero stukilowej. W centrum podobno wygląda strasznie, a i tutaj wygląda jak po końcu świata. Ale już się nie boję, tylko kiedy lecą bomby, mam takie cielesne poczucie, jakby coś się we mnie kurczyło. W głowie zrobiłam testament. Może to grzech tak po prostu siedzieć i patrzeć w słońce, ale nie mogę już wytrzymać w bunkrze, godzinami, gdy po kamiennych ścianach ścieka woda, a powietrze jest tak stęchłe, że człowiek prawie traci przytomność. Z powodu powietrza nie wolno rozmawiać, ale te otępiałe, nieme tłumy też są nie do zniesienia. Przeraża mnie myśl, że można by tam umrzeć razem ze wszystkimi, jak w stadzie bydła. Przynajmniej w ogrodzie. Przynajmniej na słońcu.

Ingeborg Bachmann, Dziennik wojenny. Z listami od Jacka Hamesha, tłum. Małgorzata Łukasiewicz, Wołowiec 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *