To było bardzo smutne. A ja chciałam być bardzo wesoła

Kiedy poznałam swojego obecnego istniejącego naprawdę chłopaka i poszliśmy na pierwszą randkę, to on zapytał: „to co? może jakieś piwko?”. A była jedenasta.

Czy moglibyście łaskawie domyślić się, co było dalej, bo mnie naprawdę nie chce się tego opisywać?

No dobrze, no powiem wam trochę.

Nie, nie potrafię. Zresztą mam wrażenie, że nie ma co opisywać. Chłopak i dziewczyna bawią się razem mniej lub bardziej wesoło.

Najważniejsze jest to, że nie umiałam się za bardzo bawić na trzeźwo. Po kieliszku czerwonego wina w romantycznej knajpce stawałam się czarująca i wesoła, bez tego przypominałam papę skrzyżowaną z europaletą. A potem najgorsze – przecież czas mijał, a my nie byliśmy już tak zakochani, nie byliśmy dla siebie nowymi wyspami, które zwiedzamy, i nie wystarczało, że się widzimy i na Bielanach karuzela, karuzela. Czułam, że 42 muszę to jakoś nadganiać, nadrabiać, więc biegałam z siatkami ze sklepów nocnych, o widzisz, tutaj kupiłam dwa winka, jedno francuskie, a drugie chilijskie, dzwoniłam na nocne taksówki, żeby dowoziły na imprezy kolejne czteropaki, ratowałam go kieliszkami tequili, kiedy nie chciał bawić się dalej.

To było bardzo smutne.

A ja chciałam być bardzo wesoła.

Dlatego kupowałam sobie jeszcze trzy mocne piwa i wypijałam je w kiblu, i tylko miałam poważny problem z utylizacją puszek.

A jeśli coś zostawało, to wypijałam to następnego dnia. I od rana miałam świetny humor. Tylko potem, dnia kolejnego, było gorzej.

Mój chłopak zaczął się trochę denerwować, kiedy nagle w środku nocy te piwa wypijane w kiblu zaczynały działać na mnie z siłą wodospadu i przestawałam mówić oraz poruszać się koordynacyjnie, a rano nie pamiętałam, co się działo.

W pewnym momencie życia piłam na przykład po to, żeby się przekonać, czy tym razem urwie mi się film. I w jednym przypadku na sześć się nie urywał, a ja cieszyłam się z sukcesu tego jednego razu.

Nie wpadłoby mi wtedy do głowy, że mam przestać pić, tylko chciałam, żeby ten film mi się nie urywał.

No bo to jest potem problem.

Co robiłam.

Co mówiłam.

Czy wszyscy widzieli, że byłam pijana.

Gdzie zostawiłam sweter.

I dlaczego mój chłopak ma do mnie pretensje.

Aaa! No i przecież żyjemy w XXI wieku, kobieta, która się nie odchudza, nie jest kobietą, ściemnia i kłamie, a przecież ja jestem kobietą, ścisła dieta tysiąc kalorii dziennie, cukinia i chude mięso.

A w żalu swego serca myślałam, jak to? jak to? to już nigdy nie zjem opakowania delicji na raz?

No to zjadałam. I potem wszystkie włączniki w mieszkaniu miałam umazane czekoladą.

Małgorzata Halber, Najgorszy człowiek na świecie, Kraków 2015.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *