Niemiła ceremonia

Tymczasem, idąc za chwilowym kaprysem, przyłączyłem się do pogrzebu i podążyłem za żałobnikami na cmentarz, nowoczesny, cementowy i szykowny, z krematorium i wszystkimi możliwymi szykanami. Naszego nieboszczyka jednak nie spalono, lecz jego trumnę wyładowano przy skromnym, ziemnym dole; przyglądałem się hienom cmentarnym, pracownikom zakładu pogrzebowego i księdzu, przy wypełnianiu funkcji, którym tak dalece starali się nadać pozory uroczystości i żałoby, że, przemęczeni gorliwością włożoną w ten teatr, zakłopotani i zakłamani, popadli w śmieszność; widziałem, jak pokrywał ich czarny, zawodowy uniform, jak się starali wprawić żałobne grono w odpowiedni nastrój i zmusić je do ugięcia kolan przed majestatem śmierci. Był to jednak trud daremny, nikt nie płakał, zdawało się, że zmarły nikomu nie był potrzebny. Nikogo też nie udało się nakłonić do pobożnego nastroju, a gdy ksiądz raz po raz zwracał się do zebranych ze słowami “drodzy bracia w Chrystusie”, milczące twarze tych handlowców, kupców i piekarzy oraz ich żon spoglądały z wymuszoną powagą w ziemię, zakłopotane i zakłamane, wyrażające jedno tylko życzenie: żeby ta niemiła ceremonia skończyła się jak najprędzej.

Hermann Hesse, Wilk stepowy, tłum. Gabriela Mycielska, Poznań 1984.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *