Skóra już nie jest skórą, jest samym ciepłem

Dawno, dawno temu, w mieście, którego nazwę niedokładnie pamięta, Joanna posiadała klucz do swojego ciała. Jednak drzwi do świata po drugiej stronie lustra otwierały się u niej zbyt łatwo: ledwo się opanowywała, żeby nie krzyczeć, kiedy mężczyzna kładł dłoń na jej kolanie albo na plecach, kiedy całował ją w usta — musiała opierać się plecami o coś niewygodnego, żeby nie zemdleć. A kiedy szła z kimś do łóżka, bardzo szybko traciła przytomność: zawsze była w niebie, a nie na jakimś tam drugim piętrze. W zasadzie nie pamięta też żadnego ciała — ani swojego, ani mężczyzn, z którymi szła do łóżka — pamięta tylko coś jak prąd rzeki: woda, ruch. Skóra już nie jest skórą, jest samym ciepłem. Gdzieś tam leżą nasze rachunki, nasze buty, nasze choroby, nasze wątroby i kości, ale razem łączymy się w coś ponad zeznaniem podatkowym, ponad plotką, ponad udręką i chorobą — tu i teraz jesteśmy na chwilę w wieczności (nie chcę potem oglądać billingów z tej wieczności, nawiasem mówiąc, na pewno tam jest drogo!). Ciepło i ciężar ciała drugiej istoty. A więc ta istota także oddycha, trawi? Także jest zwierzęciem? Dwoje ciepłych zwierząt obok siebie, liżących swoje futerko na szyi. Dwa ssaki, które trącają się nosami, żeby zapewnić się nawzajem o bliskości i o swoim istnieniu. Oczy zasnuwają się mgłą!
Rzucić się na siebie z dwóch najwyższych balkonów naprzeciwko! Znaleźć się na samym środku bardzo cienkiej deski, sześć pięter nad ziemią — żyjemy, nie spadliśmy, co za cud! Trzymamy się w objęciach, ach, z rozkoszy można by wyskoczyć ze skóry! Tego właśnie boi się Joanna. Że wyskoczy ze skóry. I już do niej nie wróci. A skóra zostanie bez niej, całkiem niezamieszkana. Jej własna skóra, zwinięta, przerzucona przez oparcie jakiegoś krzesła. Włosy są ozdobą, kiedy znajdują się na głowie, ale kłęby włosów w odpływie wanny są fuj, prawda? Stracić siebie z odpowiednim mężczyzną, to ma jeszcze coś w rodzaju sensu, ale stracić samą siebie po prostu z kimś innym, z kimś, pod czyim urokiem było się przez chwilę? Z kimś, kto za chwilę się umyje i pójdzie do pracy? A kto jest odpowiedni? Ktoś, kogo się kocha. No tak, miłość: szklanka wody dla strudzonego wędrowca.

Agnieszka Drotkiewicz, Nieszpory, Kraków 2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *