Roth: ja-zwierzątko noszące imię jej zmarłego ojca, ja-protoplazma, chłopiec-osesek

To chyba oczywiste, że więź z ojcem nigdy nie była dla mnie tak rozkosznie namacalna, jak kolosalne przywiązanie do matczynego ciała, którego przeistoczoną inkarnacją było lśniące futro z czarnych fok – wykorzystując przywilej beniaminka, wtulałem się w nie błogo w te zimowe niedzielne wieczory, kiedy ojciec odwoził nas z powrotem do domu w New Jersey po urządzanym co pół roku wypadzie do nowojorskiego Radio City Music Hall i chińskiej dzielnicy na Manhattanie: ja-zwierzątko noszące imię jej zmarłego ojca, ja-protoplazma, chłopiec-osesek, początkujący penetrator ciał, podłączałem się każdym swoim nerwem do jej uśmiechu i jej foczego futra, a jednocześnie rezolutne poczucie obowiązku, rygorystyczna pracowitość, niezłomny upór i nieprzejednane animozje, iluzje, niewinność, sojusze, lęki formowały mnie w pierwotną matrycę Amerykanina, Żyda, obywatela, mężczyzny, nawet pisarza, którym miałem zostać. Być w ogóle to być jej Philipem, ale w zawiłych stosunkach z bezpardonowym światem moja historia wyrasta z bycia jego Rothem.

Philip Roth, Fakty. Autobiografia pisarza, tłum. Jolanta Kozak, Czytelnik, Warszawa 2011

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *