Jonas T. Bengtsson “Submarino”

image

Szeregowy dom w Herlev. Wszystko tu jest malutkie, drzwi, listownik, tabliczka z nazwiskiem. Przez okno widzę wąską kuchnię z maleńkim stołem. Chatka z piernika. Gdybym odłamał dachówkę, mógłbym ją włożyć do ust. Dzwonię jeszcze raz. Widzę, że w środku zapala się światło, słychać, że w przedpokoju coś się przewraca, stojak na parasole czy coś podobnego, co starsi ludzie trzymają na wierzchu. Powoli, bardzo powoli. Walka o dojście do drzwi. Byłem tu wcześniej jeden jedyny raz. Osiem, dziesięć lat temu. Mieliśmy się z Mikiem spotkać w mieście, iść do Christianii, trochę popalić, trochę popić, posłuchać muzyki. Czekałem na niego pół godziny, w końcu zadzwoniłem na komórkę. Jeszcze spał. Charlotte go wyrzuciła, wrócił więc do swojej starej matki. Spytał, czybym po niego nie przyjechał. Nie wiem, dlaczego dałem się namówić. Matka upiekła scones, piliśmy herbatę i czuliśmy się jak konfirmanci. Pozwoliła nam wyjść dopiero pod wieczór. Za każdym razem, gdy wychodziła z pokoju, szeptem rozmawialiśmy o tym, kto ma dobry towar, dokąd pójdziemy i kogo odwiedzimy. Nie pamiętam już, co robiliśmy wieczorem, ale wciąż niemal czuję smak herbaty i bułeczek. Drzwi się otwierają i staje w nich matka Mike’a. Postarzała się. Bardziej niż o te dziesięć lat, które minęły od czasu, kiedy ostatnio ją widziałem. Patrzy na mnie bez słowa. To zły moment, ale ona nie ma już żadnych dobrych momentów.  

– Nie wiem, czy pani mnie sobie przypomina. Jestem kolegą Mike’a…  

– Wiem.  

– Pomyślałem sobie, że może go tu zastanę.  

– Tu go nie ma.  

– A wie pani, gdzie mogę go szukać?  

– Na Cmentarzu Zachodnim.

Zamyka drzwi. Ja dalej stoję. Chociaż usłyszałem, co powiedziała, chociaż Mike był ćpunem, a ćpuny umierają, ciągle to do mnie nie dociera. Dalej stoję, a ona znów otwiera drzwi. Łapie mnie za rękę i wciąga do kuchni. Sadza przy stoliczku w biało-niebieską kratkę przy oknie. Stawia przede mną filiżankę kawy, otwiera puszkę po ciastkach, wyjmuje z niej trzy wycinki z gazety i rozkłada przede mną. Zostawia mnie w kuchni samego. Słyszę telewizor włączony w salonie. Krótki artykuł i dwie notki. Niewiele było do napisania o Mike’u. Jego nazwiska nie wymieniono w żadnym z artykułów. Jedna krótka notka mówi o narkomanie, który zmarł w toalecie na Dworcu Głównym dzień przed Wigilią. Gdyby to był jakikolwiek inny wieczór, w ogóle by o tym nie wspomniano. To wiadomość z rodzaju z tych krótkich, zajmujących jedną szpaltę na stronie trzeciej w lokalnej gazecie. Próba napadu na sklep z winem, itepe, itede. Narkoman przedawkował, itepe, itede. Następna notka przypomina pierwszą, ale zawiera więcej szczegółów. Tu napisano, że kiedy go znaleziono, miał przy sobie torbę z zakupami, galaretkę porzeczkową, pół litra śmietany kremówki i paczkę kawy. Artykuł wykorzystuje Mike’a jako przykład osoby, którą można by uratować, gdyby w okolicy istniało pomieszczenie, gdzie narkomani mogliby robić sobie zastrzyki. Również tu nie ma jego nazwiska. Zbieram wycinki, chowam je z powrotem do puszki. Z przedpokoju zaglądam do salonu i widzę matkę Mike’a śpiącą na siedząco na kanapie, głowa przechyla jej się na bok, oddycha powoli, chrapliwie, teleturniej w telewizji rzuca na jej twarz czerwono-niebieskie błyski. Zamykam za sobą drzwi najdelikatniej, jak potrafię, żeby jej nie obudzić.

Jonas T. Bengtsson, Submarino, tłum. Iwona Zimnicka, Czarne 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *