Barbara N. Łopieńska: Wiem, że jest Pan znawcą win, ale ja na przykładzie wina nic nie rozumiem.

Marek Bieńczyk: Bo Pani się nie skupia. Pani nie chce być uważna i nie chce się Pani interpretować. Powiem jeszcze w związku z tym winem, że jednak chodzi w dużej mierze o słowo. Wino to także dla mnie miejsce do nazwania, do wypełnienia słowem. Przestrzeń, którą sobie mogę słowem dowolnie zapełniać. W pewnym sensie jest to podstęp pisarski; każdy piszący potrzebuje mieć taką przestrzeń, jakkolwiek się ona nazywa. Więc to moje wino nie jest z samego picia, degustuję dużo, ale wypluwam; nie jest też – jak to się dzieje we Francji – z tradycji rodzinnej, że z ojcem w niedzielę schodzi się do piwnicy, wyjmuje starą flaszkę i się celebruje. Nie pamiętam, by w domu rodziców otwarto kiedykolwiek jakąś butelkę wina. Sam pierwsze lepsze wino wypiłem, jak zacząłem pisać, czyli po trzydziestce. Nie chodzi też w tym winie o to, że tak kocham materię, że mam sensualistyczne cogito i uważam, że smak jest najważniejszą wartością. Że te ciasteczka, które mi Pani podała, bez reszty mogą wypełnić chwilę, uczynić ją cudowną. Ciasteczka, porcelana, kawa. W ogóle mnie nie obchodzi wypełnianie chwili czystą treścią zmysłową. Owszem, przyjemnie, ale to niezbyt mnie interesuje i wciąga. Tak panteistycznie rozpylić siebie w smaku i wyciągnąć się rozkosznie w chwili. Nie o to chodzi w życiu, że tak powiem, i mnie nie o to chodzi w winie. Lubię w winie nazywanie, określanie, ćwiczenie pamięci, szukanie odpowiedniości. Proces rozumienia. A zrozumieć wino to znaczy dla mnie przede wszystkim zrozumieć formę. Podobnie jak chce się rozumieć formę obrazu czy kompozycji. Wino ujawnia swoją formę, rysując na podniebieniu pewien obraz, kształt. Mam przyjaciela, który ma znakomity nos, i dla niego najważniesjzy jest bukiet wina. Jest muzykologiem z wykształcenia. A dla mnie ważniejsza jest forma graficzna, kreska, rysunek. Słyszę często za uszami: a dajże spokój z tym winem. Dla mnie to w jakiejś mierze – w jakiejś mierze, mówię, bo przecież nie zwariowałem i bardzo lubię napić się dobrego wina – rodzaj ćwiczenia intelektualnego, tyle że nie akademickiego.

Barbara N. Łopieńska, Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów, Warszawa 2004, ss. 125-126.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *