Polimorfizm i brak definicji, właściwe melancholii, określają zatem w tej samej mierze Szatana, i związek ten jest jednym z loci communis średniowiecznej i szesnastowiecznej melanchologii i demonologii (aż po koncepcję poczęcia demonów z oparów czarnej żółci). Melancholia – balneum diaboli, diabelska kąpiel, brzmi ówczesna znana sentencja (użyje jej jeszcze Burton), łącząca w jedną parę smutek z grzechem i diabelskim kuszeniem. Świetnie świadczą o tym na przykład alegorie melancholii malowane przez Łukasza Cranacha, przedstawiające, w przeciwieństwie do ponurej i cienistej anielicy Dürera, kobietę ochoczo uśmiechniętą, pięknie ubraną w czerwienie i zalotną: diablicę kuszącą swym cielesnym wdziękiem. Na melancholii wedle Cranacha – artysty podążającego za nauką reformacji, a nie humanizmu z jego ideą twórczego, genialnego spełnienia, którego melancholia jest obietnicą – ciąży zatem zarzut o sprowadzanie  ludzi z drogi zbawienia. Ale nie trzeba aż czerwonej sukni pokusy (może to być też pokusa pięknej męskości, jak w dziele Miltona obdarzającego Szatana melancholią z jej dziwnymi urokami męskiego smutku i siłą uwodzenia), aby rzucać inkwizytorskie oskarżenie na melancholię; paleta czerni z jej chromatycznymi asocjacjami stanowi sama mocny argument.

Marek Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Warszawa 2012, ss. 95-96.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *