Byłem lalusiem. Bez przerwy wymachiwałem rękami. W ósmej klasie wystąpiłem w klasowym przedstawieniu. Ubrano nas w togi, po czym przemaszerowaliśmy uroczyście w takt puszczanej z płyty Niedokończonej Schuberta. Moja siostra nie mogła się doczekać, aby mi powiedzieć, że byłem jedynym chłopcem, który siedział na podłodze sali gimnastycznej nie po turecku, ale bokiem, na jednym biodrze, podpierając się ręką, jak dziewczę z White Rock. Znany sprawdzian męskości z tych lat składał się z trzech pytań, a ja na wszystkie udzielałem niewłaściwych odpowiedzi: (1) Spójrz na swoje paznokcie (dziewczyna prostuje swoje palce, a chłopiec je zaciska, pokazując wewnętrzną stronę dłoni); (2) Spójrz do góry (dziewczyna unosi jedynie oczy, chłopiec odchyla głowę); (3) Zapal zapałkę (dziewczyna zapala od siebie, chłopiec odwrotnie – a może było inaczej, nie pamiętam). Istniały jednak dużo mniej ezoteryczne znaki. Mężczyzna kładzie nogę na nogę, opierając kostkę na kolanie; u lalusia noga przylega ściśle do nogi. Mężczyzna nigdy nie jest wylewny: albo nic nie mówi, albo mówi to głośno. Nie umiałem przeklinać: zawsze wymawiałem “ę” w słowie “pierdolę”…

Edmund White, Zuch, Warszawa 1998, s. 17.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *