Pozwól mi wdychać długo, długo, bez końca, zapach twoich włosów, zanurzyć w nich twarz, jak spragniony w źródle wody, i potrząsać nimi, jak wonną chustką, niech wspomnienia ulecą w powietrze.

Gdybyś mogła wiedzieć, co widzę! co czuję! co słyszę w twoich włosach! Moja dusza płynie po zapachach, jak dusze innych po muzyce.

W twoich włosach kryją się sny pełne żagli i masztów; wielkie morza, których wiatry niosą mnie ku cudownym klimatom, tam, gdzie przestrzeń jest bardziej niebieska i głęboka, gdzie powietrze pachnie owocami, liśćmi i skórą ludzką.

W oceanie twoich włosów widzę port w poszumie melancholijnych pieśni, śmiałków wszystkich narodów i statki wszystkich kształtów, których wyszukana i skomplikowana architektura odcina się od ogromnego nieba, gdzie mieszka wieczny żar.

W pieszczocie twoich włosów odnajduję omdlałość długich godzin, kołysanych lekko ruchem portu w kajucie pięknego statku pomiędzy kwitnącymi doniczkami i glinianymi dzbanami z odświeżającą wodą.

W płonącym ognisku twoich włosów oddycham wonią tytoniu, opium i cukru; w ciemności twoich włosów widzę rozbłyskującą nieskończoność tropikalnego lazuru; na puszystych brzegach twoich włosów upajam się pomieszanym zapachem smoły, muszkatu i kokosowej oliwy. (…)

Kiedy gryzę twoje włosy, giętkie i oporne, zdaje mi się, że zjadam wspomnienia.

Charles Baudelaire, Paryski spleen, Warszawa 1992, ss. 39-40.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *