Peter wszak nie chciał żyć w piwnicach. Chciał być dilerem (jak by go nazwali niektórzy), obywatelem teraźniejszości, choć nie umie do końca żyć w chwili obecnej; nie może się powstrzymać i opłakuje jakiś utracony świat, nie byłby w stanie określić, który świat dokładnie, ale jakieś inne miejsce, niebędące chodnikowymi stertami czarnych worków ze śmieciami i krzykliwymi butikami, które pojawiają się i znikają. To ckliwe, sentymentalne, nie mówi o tym nikomu, ale chwilami ma wrażenie – teraz na przykład – że to najistotniejsza część jego samego: przekonanie, że w obliczu wszystkich przeczących temu dowodów, że niebawem spłynie jakieś straszne, porażające piękno – jak gniew boży – wszystko zmiecie, osieroci nas, zbawi, i będziemy się zastanawiać, jak właściwie mamy zacząć wszystko od nowa.

Michael Cunningham, Nim zapadnie noc, Poznań 2011, s. 31.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *