Od czasu spotkania po latach z Jabłkiem Kiwi dzwonił do mnie codziennie, w środku nocy, i prosił, żebym do niego wpadła. Tak więc co noc, o północy, przemierzałam tych kilka szerokich ulic w drodze do jego mieszkania. Chciałam się przekonać, jak daleko możemy razem zajść i jak długo to potrwa.

Kiwi lubił czytać tygodniki i pić kawę, filiżankę za filiżanką. Każda jego rzeźba powstawała spontanicznie, na skutek chwilowej inspiracji. Nie dbał o dusze kobiet. Kiedy rzeźbił kobiece ciało, tworzył też idealną duszę i idealne życie. Byłam zafascynowana wyrazem intensywnego skupienia w jego oczach, gdy pracował. Zawsze miał delikatny makijaż, który robił sobie dla przyjemności – chociaż był zadowolony ze swojej urody, potrzebował tych kilku pociągnięć pędzla, żeby osiągnąć doskonałość. Często malował mnie na różne nowatorskie sposoby, stosując wszelkie kolorystyczne sztuczki zawodowego artysty makijażysty. Wtargnął w moje życie, które całkowicie go pochłonęło. Byłam jego Kopciuszkiem, a on moim szklanym pantofelkiem.

Mian Mian, Cukiereczki, Warszawa 2007, ss. 215-216.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *