Nadjechał Xhemal i jego kilkunastoletnia córka zaczęła przygotowywać posiłek. Rozłożyła obrus, rozstawiła talerze, z koszyka wyjęła pieczonego kurczaka, warzywa, ser i chleb. Tego nie było w planie. Xhemal po prostu chciał nas ugościć. Przyniósł z auta skrzynkę piwa Tirana. Usiedliśmy nad rzeką. Chłopiec został w aucie i bawił się w kierowcę. Ojciec popatrywał na niego z dumą. “Chce był piłkarzem – powiedział. – Ja wolałbym, żeby został lekarzem. Ale zrobi, co będzie chciał”. Dziewczynka nie podnosiła wzroku. Rozkładała jedzenie. Potem powiedziała nam, że ledwo uprosiła ojca, żeby ją zabrał na tę wycieczkę, a gdy się w końcu zgodził, nie mogła zasnąć z podniecenia. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżała poza Bajram Curri. Cały czas zerkała na nas, obcych, z ledwo skrywaną ekscytacją. Gdy zabraliśmy się do jedzenia, podsuwała nam najlepsze kąski, strzepywała okruchy z obrusa, sama niczego nie tykając. Chłopak porzucił kierownicę i usiadł obok ojca, który natychmiast go przytulił. Ich bliski konktakt wydawał się tak naturalny jak kontakt matki z niemowlęciem. Córce nie poświęcał uwagi. Była delikatna i cicha jak duch. Ojciec i syn tworzyli coś w rodzaju męskiej wersji Madonny z Dzieciątkiem. To się potem miało powtarzać przy tych stolikach o poranku, w gestach facetów, którzy całowali się i dotykali z taką czułością, jakby wrócili cało z wojny, a nie rozstali się dzień wcześniej w zadymionej knajpie z telewizorem pod sufitem.

Zapytaliśmy dziewczynkę, kim chciałaby zostać, jak dorośnie. Pytanie zbiło ją z tropu, jakby nigdy wcześniej nic podobnego nie przyszło jej do głowy. Patrzyła na nas z bezradnym uśmiechem. Jej życie nabrało ostatecznego kształtu w chwili, gdy przyszła na świat.

Andrzej Stasiuk, Dariusz Pawelec (zdjęcia), Dziennik pisany później, Wołowiec 2010.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *