Gdyby miał w sobie więcej ciepła, z pewnością byłoby mu łatwiej: w życiu, w miłości, w poezji. Lecz ciepło nie leży w jego naturze. Zresztą poezji nie pisze się dzięki ciepłu. Rimbaud nie był ciepły. Ani Baudelaire. Gorący, owszem, kiedy zachodziła potrzeba – gorący w życiu, gorący w miłości – ale nie ciepły. On sam też może wykrzesać z siebie gorąco, nie przestał w to wierzyć. Ale teraz – w teraźniejszości, o której nie wiadomo, jak daleko sięga w przyszłość – jest zimny: zimny, lodowaty.

John Maxwell Coetzee, Młodość, Kraków 2007, s. 195.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *