Wie, że potępiać kobietę za jej brzydotę to rzecz moralnie naganna. Lecz artyści na szczęście nie muszą być ludźmi, których poziom moralny zasługuje na podziw. Grunt, żeby tworzyli wspaniałe dzieła sztuki. Jeśli jego własna twórczość ma się zrodzić z podlejszej strony osobowości autora, to trudno. Kwiaty najbujniej rosną na stertach gnoju, jak niezmordowanie powtarza Szekspir. Nawet Henry Miller, choć przedstawia się jako facet bez zahamowań, gotów kochać się z każdą kobietą, bez względu na jej kształty i wymiary, ma zapewne swoją mroczną stronę – a zarazem dość rozsądku, żeby ją ukrywać.

John Maxwell Coetzee, Młodość, Kraków 2007, s. 41.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *