Jest szczupły i gibki, a jednocześnie sflaczały. Chciałby się podobać, ale wie, że nie ma szans. Brakuje mu czegoś istotnego, jakiejś wyrazistości rysów. Pozostało w nim coś z dziecka. Kiedy wreszcie przestanie być dzieckiem? Co go wyleczy z dzieciństwa i zrobi z niego mężczyznę?

Wyleczy go miłość, jeśli się kiedyś pojawi. Bo on pokłada wiarę w miłości i jej mocy, chociaż nie wierzy w Boga. Ukochana, zesłana mu przez los kobieta natychmiast przejrzy na wskroś jego dziwaczną, a zarazem nijaką powierzchowność i dostrzeże płonący w nim ogień. Na razie zaś nijaki, a jednocześnie dziwaczny wygląd jest jedną z czyśćcowych mąk, które będzie musiał przejść, żeby pewnego dnia wychynąć na światło miłości i sztuki. Dawno już bowiem zostało postanowione, że będzie artystą. Jeśli chwilowo musi być zapoznany i śmieszny, to tylko dlatego, że artyście sądzone jest cierpieć z powodu zapoznania i śmieszności, póki nie objawi się w całej pełni swoich mocy, a wtedy szydercy i kpiarze umilkną.

John Maxwell Coetzee, Młodość, Kraków 2007, ss. 9-10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *