Na kilka dni przed przyjazdem Mindy zabrałem się do wywołania sprzeczki. Leżeliśmy w łózku.

– Lydio, Jezus Maria, dlaczego jesteś taka tępa? Czy nie rozumiesz, że jestem odludkiem? Muszę taki być, żeby pisać.

– Jak możesz dowiedzieć się czegoś o ludziach, skoro się z nimi nie spotykasz?

– Wszystko już o nich wiem.

– Nawet kiedy idziemy do restauracji, masz spuszczoną głowę, nie patrzysz na nikogo.

– Po co mam się wkurzać?

– Ja obserwuję ludzi. Pilnie im się przypatruję.

– Kurwa, daj spokój!

– Boisz się ludzi!

– Nienawidzę ich.

(…)

– Dobrze, powiem ci, co jest ważne! Od dawna nie urządziliśmy żadnego przyjęcia. Od dawna nie widziałam żadnych ludzi. Ja LUBIĘ ludzi! Moje siostry UWIELBIAJĄ przyjęcia! Przejechałyby tysiąc mil, żeby trafić na przyjęcie! Tak nas wychowano w Utah! Przyjęcia to nic złego. Ludzie po prostu rozluźniają się i dobrze się bawią! A ty wbiłeś sobie do łba jakieś bzdury i uważasz, że dobra zabawa musi kończyć się dymaniem! Jezu, inni ludzie zachowują się przyzwoicie! Po prostu nie umiesz się bawić!

– Nie lubię ludzi.

Charles Bukowski, Kobiety, Warszawa 2008, ss. 106-107.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *